Dawno temu zastanawiałem się jak wygrywać częściej. Trafiłem wtedy na cytat: „musisz chcieć sukcesu tak bardzo, jak bardzo chcesz kolejnego oddechu”. Wziąłem to sobie do serca. Nie raz wyobrażałem sobie jak bardzo ktoś chce złapać kolejny oddech, gdy się topi. Potem uświadamiałem sobie, jak cholernie ciężko będzie chcieć sukcesu tak bardzo mocno.

Jednak to był kluczowy moment. Wiele razy gdy potem biegłem i już nie mogłem, olewałem to i biegłem jeszcze szybciej. Szedłem na walkę z nastawieniem: „najwyżej umrę próbując. To lepsze niż próbować tylko trochę, albo nie próbować wcale”. I zacząłem wygrywać.

Polecam czytać z podkładem z Gladiatora, gwarantowana większa motywacja.

Zawsze będę twierdził, że walki wygrywa się w głowie. Nawet jeśli fizycznie już nie dajesz rady. Jeśli dajesz radę psychicznie, fizycznie też dasz.

Zawsze cholernie denerwowali mnie ludzie, którzy nie wierzyli, że można być kimś więcej. Wkurwiała mnie ich pierdolona przeciętność, którą mieli zakodowaną w głowie. Wydawało im się, że Cristiano Ronaldo, czy jakiś Bono, to ludzie z innego świata. Ludzie, którzy zaraz po urodzeniu otrzymali naklejkę na czoło z napisem: „wielki człowiek”. Wszyscy mieli mentalność publiczności. Zawsze stali pod sceną. A ja zawsze zastanawiałem się jak zrobić, żeby stać na scenie. To była diametralna różnica.

Nie słuchaj nikogo kto mówi ci, że masz być szarym człowiekiem. Matki, ojca czy największego autorytetu. Nikt z nich nie będzie decydował o tym, czy będziesz szarym człowiekiem, czy kimś kto eksploduje na tle gwiazd tysiącem kolorów. Tylko ty możesz o tym decydować.

Quintus, uwolnij moich ludzi. Senator Gracchus wróci na stanowisko. Mieliśmy marzenie o Rzymie, to marzenie się spełni. Tak sobie życzył Marek Aureliusz.

Za każdym razem gdy opowiadałem o swoich ambicjach, nie słuchali albo uważali mnie za szaleńca chociaż nie mówili tego wprost. Wreszcie przestałem mówić i zacząłem robić. Chyba nie znam piękniejszego uczucia, gdy nagle wszyscy z niedowierzaniem odwracają głowy w twoim kierunku i w ich mózgu pojawia się przerażająca, a zarazem fascynująca informacja o treści: „o kurwa, jednak to zrobił!”. Ta fascynacja, przeraża ich najbardziej.

Wstaję zawsze rano, a w głowie przewija mi się sentencja z Gladiatora: „To co czynimy za życia, odbija się echem w wieczności”. Kocham ten cytat. Nie potrzebuję więcej słów, żeby się zmotywować i wyjść na ring. O to właśnie chodzi w życiu. Być może za jakiś czas mnie tu już nie będzie, ale to co zrobię, pozostanie tu na zawsze.

Chcę by ludzie patrzyli na mnie i mówili: „ten człowiek był legendą”. Nie chcę by patrzyli i mówili: „a to był przeciętny człowiek”. To właśnie świadomość, że nie mam nic do stracenia, najbardziej mnie napędza.

Pamiętam, że kiedyś wypełniałem test w którym było pytanie: Co byś zrobił gdybyś był przywódcą armii, która miała stoczyć wielką bitwę z inną wielką armią. Niestety po drodze straciłeś wszystkich ludzi. Zostałeś sam. Stoisz z mieczem w dłoni na wzgórzu i widzisz nadciągającego wroga, przewijającego się w zachodzie słońca po polach pszenicy, którego liczebność jest ogromna. Zawracasz i uciekasz, czy z uśmiechem na ustach rzucasz się naprzód? Oczywiście wybrałem drugą opcję.

Nazywam się Maximus Decimus Meridius, dowódca wojsk północnych, generał legionów Felix, lojalny sługa prawdziwego cesarza Marka Aureliusza, ojciec zamordowanego syna, mąż zamordowanej żony, których pomszczę w tym życiu bądź następnym.

Maximus to dla mnie swoisty wzór, który nie raz pomógł mi już podnieść się z kolan, gdy wydawało się, że na drodze nie widać światła. Ilekroć oglądam ten film, uświadamiam sobie jak ważna jest dla mnie w życiu rywalizacja, walka i to jak zostanę zapamiętany. Być może na innych piaskach niż w Koloseum w Rzymie, ale wciąż ma to ten sam sens. Sens bycia kimś więcej.

Nie chcę żeby jedynym co po mnie zostanie, było konto na Facebooku i lajki z Instagrama. Wielu ludzi chyba właśnie do tego dąży. Przykre jest to jak wielu ludzi zapomina, po co tak naprawdę się tutaj znajduje. Przykre jest to jak wielu ludzi traci wiarę w siebie i zawiesza swoje marzenia na kołku. Ile czasu marnujemy na rzeczy kompletnie nieistotne. Przejmujemy się czy ktoś polubił nasze zdjęcie. Zastanawiamy się dlaczego ktoś nas nie lubi. Walczymy o akceptację innych. Prowadzimy nieistotne bitwy, dzięki którym wygrywamy nieistotne wojny. Budzimy się w wieku 60 lat i żałujemy, że nie można cofnąć czasu.

W chwili obecnej ciężko byłoby mi znaleźć coś, czego nie mógłbym dokonać. Wszystko to jest w mojej głowie. Nie wygrasz żadnej walki, jeśli wcześniej sobie na to nie pozwolisz.

Chyba nic mnie nie motywuje, jak motywuje mnie gdy inni dzięki mnie podnoszą głowę do góry i stwierdzają: „miałem się już poddać ale chuj tam! zawracam!”. Perspektywa prowadzenia za sobą tłumów ludzi, którzy dzięki tobie zmartwychwstali, to najlepszy koktajl emocji jaki znam.

„Dziękuję Ci za twojego bloga , zmotywował mnie do napisania tego maila.Nie wiem czy go zrozumiesz. (…) Zdobędę wszystko co chcę, zrealizuje wszystkie plany i spełnię każde marzenie. Będę lepszy od każdego. Twoje teksty są bardzo mądre. Ludzie potrzebują takich , w końcu nie jesteśmy tym co posiadamy. Trzeba ich uświadamiać , w każdym drzemie siła którą trzeba zbudzić. A ty to robisz. Dziękuję.Znalazłem swojego Tylera Durdena.”

Nie wielu jest ludzi którzy żyją tak jak by tego chcieli. Często wpadają w pułapkę codzienności i zaczynają wegetować. Tacy ludzie mnie przerażają.

Stoję czasami na cmentarzu przy grobie moich bliskich i widzę setki innych grobów, w których pochowano tysiące marzeń i talentów. To chyba przeraża mnie najbardziej. Moment w którym leżysz na łożu śmierci i uświadamiasz sobie, że bałeś się niepotrzebnie, bo śmierć i tak nadejdzie. Nie interesuje jej czy żyłeś jak Gladiator, czy jak niewolnik. I tak cię do siebie zabierze. Ale jest już za późno. Za chwilę, za moment, zabierzesz te wszystkie marzenia i plany ze sobą do grobu. Zabierzesz je tam, gdzie nikomu już się nie przydadzą.

Już nigdy nikt nie dowie się, że byłeś genialnym artystą, który mógł zmieć świat.

Za trzy tygodnie będę zbierał moje plony. Pomyślcie gdzie wy będziecie i tak się stanie. Trzymać szereg, trzymajcie się mnie. Jeśli znajdziecie się sami, pędzący przez zielone słoneczne pola, niech was to nie martwi. Bo to znaczy, że jesteście w Elysium i już nie żyjecie! Bracia, nasze czyny za życia, brzmią echem w wieczności.

Odniosłem w swoim życiu mnóstwo sukcesów. Jeszcze więcej poniosłem porażek. To one nauczyły mnie tego wszystkiego. To one trzymały długopis, pisząc ten tekst w mojej głowie. Bez nich, nigdy nie wygrałbym żadnej walki.

Dlatego chciałbym umrzeć jak Maximus. Bo umrzeć jak Maximus, to umrzeć jak zwycięzca.

Teraz jesteśmy wolni. Kiedyś się spotkamy, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie.


brak

brak

Korzyści bycia Patronem

polub fanpage

obserwuj na Instagramie