Z góry uprzedzam, że ja tego nie wiem. Mogę się domyślać dlaczego takie zjawisko zachodzi, ale to wszystko. Jednak gdy obserwuję otoczenie, to widzę, że większość osób wchodzi w związki już wtedy, gdy znajomość nie zdążyła sięgnąć nawet 30 dni. A potem rozwody, zdrady, samobójstwa i depresje. Tak jakby inaczej się nie dało. 

A da się. Tylko że ludzie to leniwe stworzenia. Gdyby można było, chodziliby po galeriach handlowych z Iphonami w łapkach i zatrzymywali się przy McDonaldzie, żeby uzupełnić spalone w marszu po sieciówkach kalorie.

Zapytaj swoich rodziców jak się poznali i JAK DOBRZE się znali, gdy zaczęli ze sobą „być”. Podejrzewam, że padnie odpowiedź: „gdzieś tam w szkole mi się podobał, była dyskoteka, polubiliśmy się i tak po miesiącu byliśmy razem, a może nawet wcześniej”. To nie jest jeszcze przerażające. Przerażające jest to, że często ci ludzie zostali już ze sobą na wieki wieków amen. Często nawet tego nie chcieli, ale było już za późno.

Pójście z kimś do ołtarza to tylko przykrywka innej wielkiej decyzji.  Decyzji, która zapadła gdzieś dawno dawno temu w odległej galaktyce i która prawdopodobnie nie była podjęta z kilku potencjalnych powodów:

  • pasowaliście do siebie
  • mieliście wspólne zajawki i zainteresowania
  • podobało wam się w łóżku
  • nie było dużej różnicy charakterów
  • oboje mierzyliście podobnie wysoko, mieliście podobne ambicje

Niektóre wybory ciągną się za nami już do końca życia. Jeśli są to dobre wybory, to nie ma problemu. Jeśli są to złe wybory, to problem jest ogromny. 

I tak właśnie wskutek takich prostych i abstrakcyjnych decyzji kreślimy sobie nasze życie na kartce papieru. Często nie przypomina ono obrazu Mona Lisy, tylko karykaturę obrazu Ecce Homo autorstwa Elias Garcia Martineza.

Dlaczego ludzie wchodzą w związki po miesiącu znajomości?

Jeśli życie które nakreśliłeś wygląda jak obraz po prawej, to stary zrób coś z tym.

W końcu po kilku latach poważnego związku, a nie daj boże małżeństwa, zaczyna się wyliczanka. To mi nie pasuje, tamto mi nie pasuje, gdzie ja miałam / miałem oczy, nienawidzę tego człowieka. Wtedy jest już za późno. W przypadku związku nieformalnego – za późno na odzyskanie kilku straconych lat życia. W przypadku małżeństwa – za późno na rozejście się, gdy dzieci są jeszcze małe i powinny mieć oboje rodziców. W tym pierwszym przypadku można podjąć decyzję bez większych konsekwencji. W tym drugim czego się nie zrobi, spieprzy się sprawę.

Dlatego nie tyle przeraża mnie to zjawisko, ile bardzo mnie dziwi. Dlaczego ludzie tracą lata życia na kogoś, kto kompletnie do nich nie pasuje i męczą się z każdym dniem, zamiast spędzić ten czas z kimś, z kim tworzą pełny obrazek z puzzli, a nie powciskane na siłę, niepasujące do siebie elementy.

Pytam potem: „no i jak tam, jak wam się układa?”, „a daj spokój stary, męczę się już, lepiej powiedz jak tam trening”. Wykonanie poważnego kroku, czyli tzw. nożyczek i zakończenia relacji wielu ludzi przerasta. Często jest to przyzwyczajenie, obawa przed nieznanym, czy fałszywe założenie, że nikogo już się nie znajdzie.

Frank Underwood powiedziałby teraz: „Jeśli nie podoba ci się ustawienie stołu. To go odwróć”. David Durden powiedziałby: „Jeśli nie podoba ci się ustawienie stołu. To go kurwa odwróć”.

Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić. Życie nie jest grą planszową.

Prawdą jest jednak, że najbliższe osoby, z którymi spędzasz najwięcej czasu, mają na ciebie ogromny wpływ. Jeśli twój partner / partnerka został wybrany na przysłowiowym „kolanie”, to nie wygląda to za kolorowo. Dlaczego zwykle jestem pozytywnie nastawiony i wyglądam, jakbym nie miał żadnych problemów? Bo ludzie, którzy są w moim życiu, pasują do niego. Zostali wybrani i przeszli selekcję jak w Navy SEALs. Nie wpływają na mnie negatywnie. Dogadujemy się, wspieramy i wchodzimy na szczyt.

Ile razy można się z kimś nowym spotkać w ciągu miesiąca? Nie wiesz w co inwestujesz, masz pracę, studia, treningi, no ile? Cztery? Czy po czterech spotkaniach jesteś w stanie stwierdzić: „tak to jest to, pasujemy do siebie”? Nie sądzę. Czy nie uprawiając z tą osobą seksu, jesteś w stanie stwierdzić: „tak to jest to”? Nie sądzę.

Po czterech spotkaniach to jesteś w stanie stwierdzić, że ta osoba: używa perfum Caroliny Herrery, modnie się ubiera, lubi koty, ale nienawidzi psów, czasami biega, a czasami jej się nie chce, a jej pasje to fotografia i skakanie po kałużach.

Jeśli tyle ci wystarcza, to gratuluję. Powinieneś dostać Oskara za podjęcie najlepszej niepoważnej decyzji roku.

Jednak gdyby spojrzeć na sprawę z większej odległości okazałoby się, że Oskarów zabrakło.

Ciekawy jest też fakt, że ludzie podczas zakładania obrączek na palce przy ołtarzu nawet ze sobą jeszcze nie mieszkają. Oni dopiero będą ze sobą mieszkać. Skąd wiesz, że chcesz z kimś wziąć ślub, skoro nawet z nim nie mieszkasz? No powiedz mi człeniu skąd? A no stąd. Bo przecież przypadek brania ślubu ot tak to zjawisko bardzo rzadkie. A potem zaczyna się wspólne pomieszkiwanie i okazuje się, że ona bałagani, on jest pedantem, potem wyskakują kolejne większe akcje i do świeżo upieczonej pary młodej dociera, że… „Tak naprawdę to się nie znamy”.

Logika nie jest domeną kobiet, ale żeby faceci takie akcje robili? No panowie wstyd.

Bo w końcu poznanie kogoś lepiej to takie niewykonalne zadanie. Sprawdzenie co ta osoba lubi, co może mi dać i jaką wnosi wartość do mojego życia. Czy ja lubię podobne rzeczy, czy tworzymy jedność? Czy gdy pojawia się problem, potrafimy go rozwiązać, a nie zamieść pod dywan? Czy jak jedno z nas będzie w dołku, drugie pociągnie do góry?

Ale w tych czasach już nie ma na to czasu. Przecież to jakieś szczegóły. Teraz jest supermarket z partnerami, przewijanie na prawo i lewo. Ładna / przystojny i lubi czarny kolor? Super! Kocham cię. A dwa lata później szok i niedowierzanie.


Jeśli potrzebujesz dodatkowej dawki motywacji / inspiracji, zapraszam cię do obserwowania mojego Instagram oraz polubienia na Facebooku, to nic nie kosztuje, a wspierasz rozwój bloga.


brak

brak

Korzyści bycia Patronem

polub fanpage

obserwuj na Instagramie