Dlaczego zawsze wygrywam.

Ostatnie dni to moje pasmo sukcesów na wielu płaszczyznach. Najbardziej cieszą sukcesy sportowe, które dają nadzieję na świetlaną przyszłość, mam coraz więcej celów, coraz więcej do zrobienia, są wakacje, ale nie miałem nawet dnia wytchnienia, nawet dnia bez treningu, totalny reżim.

PERFEKCJONIZM

Mógłbym w sumie odpuścić, przecież są wakacje, warto odpocząć. Tak, jeśli interesowałaby mnie przeciętność, ale nie interesuje mnie, chce być najlepszy, chcę zawsze wygrywać, chcę być wielki, być królem. Jaki sens miałoby inaczej moje życie, które mam tylko jedno? Jaki sens byłby w tym, że nie wykorzystałbym w 100% szansy, którą dostałem i już nigdy jej nie dostanę? Dla mnie żaden. Cały czas świeci przede mną jasny cel, do którego idę nawet jak szaleje huragan i jest ciemno. Nigdy nie przegrywam, bo nigdy nie odpuszczam, znam swoją wartość, wiem, że wyjdę z każdej sytuacji, że każdemu mogę utrzeć nosa i choćby wszyscy się odwrócili dalej mam najważniejszą osobę na ziemi – siebie samego.

ODWAGA, RYZYKO, BRAWURA

Czy to nie jest piękne? Czy nie kochamy ludzi, którzy idą po swoje nawet, jak na początku wydaje się, że nie mają szans na dostanie tego, czego chcą? A potem i tak to dostają. Życie jest przygodą dla odważnych albo niczym. Niesamowite słowa, które oddają sens praktycznie całego naszego życia. Na cmentarzach nie leżą ludzie… na cmentarzach leżą niesamowite pomysły, idee i marzenia, które nigdy nie zostały zrealizowane, o których nigdy już nikt nie usłyszy. Nie chcę być jednym z tych ludzi. Zdarza mi się podejmować kompletnie absurdalne decyzje, porywać z motyką na słońce, iść na wojnę bez miecza i tarczy w dłoni, ale lubię się za to, za brawurę, ryzyko i odwagę do robienia rzeczy, o których inni nawet nigdy nie pomyśleli, że też mogą. A wiecie co, jest najlepsze? Że i tak wychodzę na tym na plus, lepiej od tych, którzy stoją z boku i nie robią nic.

Gdybym dostał bencki od najlepszego boksera w moim kraju, kolejny rok byłby największą harówą mojego życia, tylko dlatego… żeby go pokonać. Gdybym przegrał z kretesem bieg na 800 m, przez najbliższe 12 miesięcy katowałbym się na bieżniach, zrzucił każdy zbędny balast tłuszczu, tylko dlatego, żeby wygrać następnym razem. Nie ma dla mnie porażek, nie istnieją dla mnie, zawsze wygrywam, nawet gdy wynik na tablicy wyników wskazuje 3-0 na korzyść rywala, zawsze gram do końca, wyciągam wnioski i kombinuję jak zrobić, by następnym razem to ja wygrywał 3-0.
Nie ważne ile razy przegrasz, ważne ile razy wstaniesz. Jeżeli wstałeś więcej razy niż przegrałeś – wygrałeś.

Każdy superheros, kiedyś uczył się latać.

 


brak

Korzyści bycia Patronem

polub fanpage

obserwuj na Instagramie