99.8%
Rate this post

Aplikacja Match.com prosi o podanie szczegółowych danych na nasz temat oraz pyta nas o preferencje co do naszego przyszłego partnera. Tysiące ludzi liczą na to, że system załatwi za nich robotę i spotkają swoją drugą połówkę. Kolejne tysiące chcą tylko kogoś zaliczyć, udając, że w ogóle kogoś szukają, żeby poczuć się przez to lepiej. 

I tak powoli, kawałek po kawałku, wirtualne kalkulatory miłości zaczynają nam podsuwać pewne dane, które mają nam zapewnić poznanie kogoś fajnego, idealnego, dopasowanego jak drugi kawałek rozbitego lustra. Tymczasem okazuje się, że bardzo często ten genialny system na nic się zdaje, jeśli chodzi o tego typu sprawy.

Od robotów odróżnia nas to, że odczuwamy emocje i posiadamy uczucia. Jak ktoś nas obraża bez większego powodu, czujemy wkurwienie. Jak ktoś nas chwali za dobrze zrobione zadanie – czujemy radość. Gdy poznajemy kogoś, kto nam się podoba i dostrzegamy w nim nasze odbicie czujemy motylki w brzuchu.

Roboty tak nie działają. Mają spełniać określone zadania i funkcje. Są obojętne. Mają w dupie to, czy je obrażasz, czy chwalisz. Taki system, który jest swego rodzaju robotem, może tylko na poziomie zimnej kalkulacji obliczyć dopasowanie się dwóch osób. I co komu po tej zimnej kalkulacji, skoro wszyscy chcą emocji i narkotykowego uczucia na haju, które daje spędzanie czasu z drugą osobą?

Niestety wśród czasów pizdeuszostwa i marnowania życia siedząc w kącie w swoim pokoju i oglądania pornoli, coraz częściej słyszy się, że to właśnie dzięki Tinderowi czy innemu Matchowi poznali się ludzie, którzy mogą jedynie powiedzieć – „założyliśmy konto, oboje daliśmy w prawo i tak oto się poznaliśmy”.

A nie słyszę już prawie, że – właśnie padał śnieg, zauważyłem, że zostawiła przy kasie rękawiczki jak wyciągała portfel. Podobała mi się od początku, nie wiedziałem co robić, wziąłem te rękawiczki i zostawiłem ten pierdolony makaron w prążki przy kasie nie płacąc za niego i za nią pobiegłem. Dotknąłem jej pleców, odwróciła się i tak się poznaliśmy.

Nie słyszę, że – to był fatalny dzień, zjebałem egzamin, skręciłem kostkę i kulejąc powoli po galerii w kierunku peronu zauważyłem piękną dziewczynę. To był tak zjebany dzień, że po prostu było mi już wszystko jedno. Doczłapałem do niej i powiedziałem – „cześć, jestem Łukasz”.

I to na pewno nie chodzi o ten złowrogi argument pod tytułem – „co wy będziecie dzieciom opowiadać na starość”. Chodzi o wasze życie, które powierzacie jakiemuś wirtualnemu kalkulatorowi, wierząc, że on zrobi to lepiej niż wy.

Pewnego dnia swajpowałem Tindera i słuchałem radia. Jak robot w lewo, dwa razy w prawo i znowu w lewo. Słuchałem tego kawałka Belindy Carlisle. I tak nagle z niczego pomyślałem – „a chuj, pierdolić to gówno” i wyszedłem na dwór. Słońce aż mnie oślepiło, jakbym wybudził się z zimowego snu. Znowu przypomniałem sobie, że życie toczy się na zewnątrz, a nie wewnątrz mojego Iphone’a.

Nie wiem jak mogę cię jeszcze bardziej zmotywować do wyjścia za ten mur, który robi się coraz większy i trudniejszy do przejścia. Za tym murem jest radość, miłość, pożądanie, jest też odrzucenie, cierpienie i ból. Za tym murem jest prawdziwe życie, którym nie sterują roboty i które jest wolne od tych wzorów na szczęście.

Czasami myślę, że świat mnie nienawidzi. Bóg mnie nienawidzi. System mnie nienawidzi i ciągle próbuje zepchnąć mnie w ten wirtualny szereg, którym maszeruje tylu ludzi. A ja mam to gdzieś. Wolę zdechnąć nie wyzbywając się moich wartości i tego w co wierzę. Nienawidzę podążania za tłumem. Gardzę tłumem i wydeptanymi ścieżkami. Nienawidzę rozmów o pogodzie. Głupiego uśmiechania się gdy ktoś opowiada dyrdymały. Nienawidzę ludzi pragnących akceptacji innych i płaszczących się na podłodze byle tylko ją otrzymać. Nie jestem tolerancyjny i nie jestem za tym, by pary homoseksualne wychowywały dzieci. Nie lubię odpowiadania na banalne pytania, jak zaprogramowany robot, grzecznie podnoszący rączkę na komendę. Wolę zostać znienawidzony przez wszystkich za odmienną postawę, niż zostać uwielbiony, za udawanie kogoś innego i mówienie tego, co inni chcą usłyszeć.

Za parę lat ludzie będą mieli dużo większe kłopoty niż teraz. Taki Łukasz dostanie idealne dopasowanie na aplikacji, wynoszące 99.8%, a w międzyczasie pozna uroczą dziewczynę idąc ulicą. Z tą pierwszą będzie okej, będzie po prostu lubił to co ona, nie lubił tego co ona i będzie się mogło wydawać, że to układ idealny. Jednak tamta dziewczyna poznana na ulicy, będzie dostarczała czegoś więcej, niż idealnego dopasowania. Coś czego nie dostarcza żaden robot i system.

I wtedy zaczną się schody. Bo według systemu, ta druga pasuje do niego tylko na 70% i w porównaniu do tych 99.8%, nie wypada najlepiej. Pytanie czy oleje ten cały system, spali smartfona i zrobi tak jak czuje w środku, czy może posłucha gadającego robota, który wprost sugeruje, że nie można łamać zasad i spotykać się z tak niskim progiem dopasowania.

Cały sęk w tym, że tak naprawdę idealnie dopasowani nie są ci na rzekomym poziomie 99.8%. Idealnie dopasowani są ci, którzy irytują się, że muszą być z kimś z kim każe im system, a nie mogą z tym, z kim sami chcą i postanawiają się zbuntować i się z niego wyrwać.

Dlatego warto olać ten pierdolony system i nie dawać się temu co z góry zostało założone. Bo jedyne co zostało założone, to to, że kiedyś umrzesz. Lepiej wspiąć się na mur i zobaczyć co jest po drugiej stronie, niż zostać w bezpiecznej grze z obawy przed samotnością.

Mamy takie czasy w których zaczyna brakować miejsca na te prawdziwe wartości. Przewijają nam się jak na slajdach gołe baby, faceci wciągający kokę i wszechobecna głupota, która zapewnia fejm i złote góry rozpadające się po jednej lawinie. A ja to zwyczajnie pierdolę. Co z tego, że masz dwieście par butów, jak żadne do ciebie nie pasują? Znajdź takie, które odpowiadają ci na 99.8%

Godzina z tytułowym procentem, jest o wiele wartościowsza, niż setki godzin z innymi.

I nic nie dzieje się bez powodu.

Witam w Nowym Roku!


brak

brak

brak