To, co stało się kilka dni temu na NRG Stadium w Teksasie, z pewnością długo pozostanie w pamięci fanów NFL. New England Patriots przegrywali 3-28 (!) na 18 minut przed końcem spotkania z Atlanta Falcons, po czym stało się coś, co ciężko opisać słowami.

Kochamy historie, w których ktoś skazany na porażkę, ktoś, kto leży na deskach, nagle powstaje i nokautuje przeciwnika. Dzięki nim uświadamiamy sobie, że jeśli ktoś potrafił zrobić coś takiego, to my też możemy, bo jedynym co nas ogranicza, jest nasza głowa. 

Tak było właśnie w Huston, spotkanie od początku nie układało się po myśli Patriotów. Średnia pierwsza kwarta i tragiczna druga, w której wszystko się posypało. Po przerwie nic nie zapowiadało tego, że ma się w tym meczu coś jeszcze zmienić. Sokoły zaczęły bardzo spokojnie, wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą. Wiem, że w tym momencie wielu fanów Patsów wyłączyło telewizory, radia i internet. Wyjście z takiego rezultatu na poziomie Super Bowl było już niemożliwe. I wtedy, stało się coś niesamowitego.

Nie wiem, co powiedział w przerwie swoim zawodnikom Bill Belichick, ale podejrzewam, że mogło to być coś w tym stylu:

W ŻYCIU I SPORCIE, LICZĄ SIĘ DETALE

W trzeciej kwarcie widzieliśmy mały podryw, natomiast w czwartej rozpętało się istne piekło, piekło dla Sokołów, którzy dostali całą serię ciosów prosto na twarz. Dosłownie na kilka sekund opuścili gardę, myśleli, że Patrioci już się nie podniosą i wtedy gdy sędzia doliczył do 9, oni nie tylko wstali, posłali też kilka mocnych sierpów i znokautowali przeciwnika. Tego uczy nas sport i życie, to jak robisz najmniejsze rzeczy, wpływa na całokształt, zaniedbaj najmniejszy detal, a ze zwycięskiej pozycji spadniesz w otchłań.

GDY WSZYSTKO SIĘ SYPIE, PO PROSTU IDŹ NAPRZÓD

Ludzie często powtarzają, że nie mogą czegoś zrobić, że nie mają tyle szczęścia co inni. Robią wszystko z wyjątkiem tego, co powinni naprawdę zrobić – zamknąć mordę i zacząć napierdalać do przodu jakby miało nie być jutra. Przestać w końcu obwiniać wszystkich wkoło, wziąć sprawę na klatę i zacząć walczyć. Pasja bije na głowę wszystko. Przeciwnik może mieć lepszy dzień, może faktycznie mieć trochę więcej szczęścia, ale to wszystko jest niczym jeśli trafi na grupę ludzi, którzy gotowi są umrzeć za zwycięstwo. Wtedy stanie się to, co stało się w Teksasie 6 lutego.

JULIAN EDELMAN – CATCH FROM SPACE

Przy wyniku 20-28 w czwartej kwarcie na dosłownie dwie minuty przed końcem, ma miejsce kolejna sytuacja zza światów. Julian Edelman wyłapuje długą piłkę na 40 jardzie, sposób, w jaki to robi, przyprawia o dreszcze. Niemal zakleszczony przez trzech zawodników Atlanty, bierze ją „na dwa razy”, za drugim kilka centymetrów nad ziemią. Komentatorzy na FOX nie dowierzają, „incredbile catch”, „unbelievable”, „it was greatest catch I’ve ever seen!”, to samo dzieje się na stacjach radiowych, które zdają sprawozdanie z meczu na żywo, największe święto zdecydowanie na stacji Bostończyków. Świat wstrzymuje oddech, wszyscy już wiedzą, że są świadkami czegoś niezwykłego.

28:28

Brady i spółka rozkręcają czołg, który dosłownie miażdży i roznosi Falcons w pył i proch. Na kilka sekund przed końcem niemożliwe staje się faktem, na tablicy wyników widnieje 28:28 i wszyscy zastanawiają się, jakim cudem to się stało? Ludzie, którzy przestali oglądać, dostają cynki od znajomych, żeby włączyli telewizory, bo dzieją się rzeczy kosmiczne.

W dogrywce Patrioci wykonują „Finish-Him” niczym w Mortal Kombat i po przyłożeniu White’a wygrywają 51 Super Bowl, a Brady zostaje okrzyknięty jako GOAT. Świat szybko obiega informacja, że niemożliwe nie istnieje, a prawdziwi zwycięzcy zawsze walczą do samego końca.

*

Taką ideologię niosę na plecach. Jestem gotowy umrzeć, żeby tylko wygrać. Nie kwestionuję tego, nie zastanawiam się, czy to dobre podejście, czy nie. Tak zadecydowałem, dawno temu i tylko to nadaje sensu mojemu życiu.

Najtrudniej jest ruszyć dalej, gdy nikt w Ciebie nie wierzy, gdy wszyscy są przeciwko tobie albo wtedy gdy przegrywasz. Właśnie wtedy, w takich chwilach ruszenie naprzód jest najlepszym, co można zrobić. Nie warto zabierać swoich marzeń ze sobą do grobu. Tam, nikomu już się nie przydadzą.

——————————————–

+ kliknij lubię to i bądź na bieżąco: fanpage
+ obserwuj mnie na Instagramie: david_durden_
Oceń tekst klikając na gwiazdki (od 1 do 5)

[wdi_feed id=”1″][wdi_feed id=”1″]


brak

brak

Korzyści bycia Patronem

polub fanpage

obserwuj na Instagramie