Na temat Tindera napisałem dwa teksty. Dwa mają to samo brzmienie. Mimo to, znajdują się one w TOP 5 najczęściej czytanych tekstów na moim blogu. To potwierdza tylko fakt, że mężczyźni są coraz leniwsi i coraz bardziej chcą iść na łatwiznę zamiast stawić czoła rzeczywistości. Oczywiście zakładając, że Tinder jest „łatwizną”, bo mówiąc szczerze, to nie jest.

Nie będę kolejny raz rozwodził się tutaj nad przewagą poznawania się na ulicy. Dodam jedynie, że Tinder, jest jak granie w tenisa ziemnego, tyle, że na konsoli Nitendo Wii. Czyli niby jest fajnie, ale to jednak nie to.

Jeśli mimo wszystko jesteś nadal zainteresowany, to zapraszam do dalszego czytania.

Wygląd is king

Warto zaznaczyć na wstępie (po raz kolejny na tym blogu zresztą), że na Tinderze liczy się tylko wygląd. Jeśli twierdzisz inaczej, to naoglądałeś się za dużo Disney’owskich filmów, albo jesteś w dwóch relacjach friendzone za dużo. Skłamałbym, jeśli powiedziałbym, że jak nie masz rzeźby i fajnej klaty, to będzie ci łatwo. Prawdopodobnie zaginiesz w otchłani oceanu mierzenia się na kutasy. Największe efekty na Tinderze mają osoby, które są najbardziej atrakcyjne. Wielu facetom, którzy są po prostu modelami i mieszkają w większym mieście smartfon nie przestaje wibrować od przyrostu nowych par.

Tak więc jeśli chodzi o pierwsze zdjęcie, które jest bezapelacyjnie najważniejsze. Powinieneś pokazać na nim maksimum zalet swojego wyglądu. Idealne zdjęcie to zdjęcie na Wyspach Kanaryjskich, bez koszulki, gdzie twój wzrok skierowany jest nie w kadr, ale gdzieś poza jego obszar. Najlepiej gdy twoja mina mówi: jestem wikingiem i zaraz idę upolować zwierzynę.

Idealne zdjęcie wygląda więc tak:

Jeśli nadal nie masz par, to ukryłeś swój profil.

Sylwetka idealna, do której wciąż zmierzam. Jeśli wyglądasz tak jak wyżej i masz takie zdjęcie jak wyżej, to Tinder będzie dla ciebie jak jazda po najbardziej zatłoczonych ulicach miasta, tylko, że nocą.

Jeśli jednak nie masz takich mięśni jak wyżej i dysponujesz zdjęciem podobnym do tego:

Znalezione obrazy dla zapytania fat man beachIdealne zdjęcie z wakacji.

to na Tinderze nie masz czego szukać. No, chyba że interesują cię panny wyglądające jak koszmar z ulicy wiązów i mające gromadkę dzieci na koncie. Wtedy zakładając, że posiadasz dziany portfel, do czegoś się przydasz. Oczywiście masz szansę ugrać coś bez sylwetki modela, jednak stracisz wtedy mnóstwo czasu, przedzierając się przez prawdziwą dżunglę, w której jesteś nie Lwem, a kotem. Nawet kobiety średnie z wyglądu będą cię odrzucały, bo, Tinder jak i wszystkie aplikacje randkowe, służy w dużej mierze szukaniu rzeczy, na które nie stać nas w życiu realnym. Dzięki takim portalom mamy ułudę, że możemy przebierać w pięknościach, a kobiety mają ułudę (nawet te słabe), że mogą przebierać w modelach. Kiedyś o tym pisałem. Sami odpowiedzcie sobie na pytanie, czy ma to dobry wpływ na nasze społeczeństwo.

Możecie skorzystać z mojego pomysłu i zrobić zdjęcie przy wodospadzie. 

Kolejne zdjęcia, to już większa dowolność. Jeśli pierwsze jest takie jak powyżej, to nie ma sensu pokazywać swojej klaty po pięć razy. Na następnych zdjęciach warto zadbać o przekaz pod tytułem: „twoje życie nie jest nawet w połowie tak ciekawe, jak moje” i przynajmniej warto by było, żeby to była prawda, a nie jeden wielki blef.

Dla mnie więc wyborem będzie jedno zdjęcie w eleganckim białym garniturze z butelką Jacka Danielsa w łapie. Kolejne w rękawicach bokserskich, następne gdzieś na jeziorze z deską Wake Boardową na nogach, a ostatnie jeszcze jedno na Kanarach na boisku do koszykówki. Z tym że przypominam. Zdjęcia odzwierciedlają faktyczne pasje. Jeśli ktoś wpadnie na pomysł: „oho! Zaraz idę sobie zrobić zdjęcie na Harleyu, który akurat stoi pod blokiem, mam nadzieję, że sąsiad nie zauważy” – to robi to na własną odpowiedzialność i życzę mu, żeby psychiczny sąsiad go przyłapał.

Tinder-pictures-of-guys-bodyTeż dobre. 

Selfie odpada

Robienie sobie zdjęć z rąsi albo w lustrze całkowicie odpada. A już na pewno odpada, jeśli miałoby to być pierwsze zdjęcie. W pozostałych, można ewentualnie skusić się na jedno dobre zdjęcie w lustrze. Trzeba jednak pamiętać, że internet rządzi się swoimi prawami. W internecie komunikujesz takim zdjęciem, że nie masz nawet jednego znajomego, który mógłby strzelić ci fajną fotę. Zresztą to zasada unikalna. Ludzie, którzy w profilowym na Facebooku mają zdjęcie w lustrze i to w dodatku w łazience, są automatycznie uznawani za głupszych. Jeśli zapytacie z jakich badań to wiem, odpowiem, że z badań Amerykańskich Naukowców.

Podobnie sprawa ma się także, jeśli chodzi o zdjęcia w domu. Najlepiej jakby 5 na 6 zdjęć, było w plenerze. Pozowanie w skórzanej kurtce w swoim domu, mając za plecami totalny bałagan na swoim łóżku, nie jest atrakcyjne.

Bad-tinder-shirtless-selfie-example-1Rzeźba spoko, ale zdjęcie fatalne.

Jeśli nie masz znajomych i siedzisz w domu 24/7, istnieje dla ciebie nadzieja. Jest nią samowyzwalacz, który sam zrobi ci zdjęcie na tle twojej paprotki w salonie. Możesz nawet wysypać piasek na panele i dodać podpis: „takie tam, na Wyspach Kanaryjskich”.

Niekoniecznie uśmiechaj się jak głupi do sera

Jessica L. Tracy i Alex T. Beall z Uniwersytetu Kolumbii Brytyjskiej przeprowadzili ciekawy eksperyment odnośnie do atrakcyjności seksualnej mężczyzn, z którego wynika, że większe pożądanie budzą panowie, którzy nie okazują emocji na zdjęciach, takich jak właśnie radość. Okazuje się, że bardziej atrakcyjna jest kamienna męska twarz, niż uśmiech od ucha do ucha. Oczywiście wszystko musi zostać odpowiednio skalibrowane. Robiąc poważną minę, łatwo wyjść na zdjęciu jak Severus Snape.

Najlepszy efekt uzyskamy, nie patrząc się w obiektyw, przy okazji zachowując kamienną twarz. Problem jest taki, że 90% mężczyzn, którzy zrobią sobie takie zdjęcie, będzie wyglądało bardzo głupio i nienaturalnie. Dlatego dużo bezpieczniej, jest się po prostu uśmiechnąć i patrzeć prosto w obiektyw.

Bez zdjęć grupowych

Szczerze mówiąc, nikogo nie obchodzą twoi znajomi. Kobieta, wchodząc na twój profil, nie ma zamiaru sypiać z twoimi znajomymi, tylko z tobą. Dlatego dodawanie zdjęć ze znajomymi jedynie w celu pokazania, jaką to socjalną osobą jesteś, jest bez sensu. Po pierwsze nikogo nie obchodzi na Tinderze twoje wielkie życie towarzyskie, bo na waszym spotkaniu i tak będziecie tylko we dwoje. Po drugie zdjęcie ze znajomymi jest takim dowodem na to, że jesteś otwarty i towarzyski, jak zeznania osób które „podejrzewają” i są „prawie pewne”. Czyli żadnym.

Czas na zbieranie par

Jeśli już masz parę i podobasz się dziewczynie, to jesteś na dobrej drodze do jej… serca. To, co napiszesz, nie ma większego sensu. Jeśli ona chce się spotkać, to z pewnością ci w tym pomoże. Jeśli jest tylko atencjuszką, która chce się dowartościować, to nie martw się, szybko to do ciebie dotrze. Na tym etapie nie ma co owijać w bawełnę. Krótka wymiana uprzejmości i przenosimy rozmowę na Facebooka lub (lepsza opcja) bierzemy numer telefonu. Potem po prostu ustawiamy spotkanie  i oto cała filozofia. Wiem, po co niektórzy tu weszli, więc mam dla nich kawałek tortu.

 

Facebook.

Lub numer.

Lub od razu do rzeczy.

Mógłbym tak naprawdę długo zarzucać tymi zdjęciami, jednak nie chcę żeby strona ładowała się dwie godziny, a poza tym nie ma to większego sensu. Wielu ludzi ma tak, że jak widzą czyjś sukces, to się z nim utożsamiają. Pojawia się uczucie ulgi i spełnienia, a potem powrót na PornHub Premium. Dlatego pozwólcie, że daruję wam tych złych chwil i zmarnowanej kasiory. Jeśli jednak ktoś poczuł, że chwycił pana Boga za nogi i chce widzieć więcej, mocniej i dosadniej, to zapraszam do swojej grupy na Facebooku, gdzie podzielę się całą serią takich zdjęć, oraz pomogę zbudować sylwetkę gościa z pierwszego zdjęcia. Przypominam, że żeby należeć do grupy, trzeba być moim Patronem od progu 10 PLN wzwyż.

+ 100 par w tydzień

Zarzucając na pierwszym zdjęciu swoje efekty na siłowni, udało mi się w jakiś tydzień zgromadzić 100 par. Jeśli miałbym się określić, to zdecydowanie więcej przewijałem w lewo niż w prawo. Myślę, że procentowo to jakieś 70% w lewo i 30% w prawo. Dawałem więc TAK dziewczynom, które na prawdę mi się podobały, reszta szła na lewo. Pary nie są więc efektem masowego przewijania wszystkich w prawo jak leci. 

Co śmieszniejsze, miałem wiele par z dziewczynami, które w opisie miały: „nie interesuje mnie twoja klata, nie szukam księcia z bajki”. Czy na Tinderze mogłoby być więcej hipokryzji niż jest? Chyba nie. Absolutnym hitem na Tinderze są dziewczyny, które są po prostu grube, więc wrzucają zdjęcia tylko swojej twarzy i liczą, że to przejdzie. Czy nie lepiej byłoby po prostu iść pobiegać? Mam wrażenie, że to masochistki, które lubią uczucie bólu, od ciągłego walenia głową w ścianę.

Dodałbym, że używając Tindera i będąc z Polski najlepiej mieszkać w stolicy. Im większe miasto, tym więcej potencjalnych par czekających na rogu. Gdy ktoś mieszka na wsi, to Tinder będzie średnio użyteczną aplikacją. Zrobienie 100 par w miesiąc, będzie graniczyło z cudem nawet dla Barda Pitta.

Często zdarzało się także, że dziewczyny same rozpoczynały rozmowę. Często mam na myśli jakieś 30% całości.

Ponadto olałem kompletnie opis i nie dodałem żadnego. To takie wyjście na przeciw tym, którzy twierdzą, że opis jest ważny i ma jakieś znaczenie. Nie, nie ma. Znaczenie mają twoje zdjęcia, nikogo nie interesuje co nabazgrałeś w biografii, a większość kobiet nawet tego nie przeczyta. 

 

Ktoś ma jeszcze wątpliwości jak skończy się pierwsze spotkanie?

 

Tak więc wystarczy, że wyglądasz jak model fitness, a dziewczyny z chęcią zobaczą więcej. Powodzenia!


brak

brak

Korzyści bycia Patronem

polub fanpage

obserwuj na Instagramie