Deszcz, zima, minus jeden na termometrach. Wsiadam do autobusu późnym wieczorem, rozglądam się po wnętrzu i widzę ludzi, którzy patrzą w podłogę. Ludzi, których jedyną częścią ciała, która daje znaki życia, jest kciuk prawej ręki.

To nie cytat z dreszczowca Hitchcocka. To prawdziwe życie.

Wszyscy przewijają w nieskończoność swoje smartfony tak jakby na końcu czekała na nich prawda objawiona. Uzależnienie, i to, co lepsze nie od samego smartfona, ale od social mediów, smartfon jest tylko pośrednikiem. Wielu ludzi ma poczucie tego, że właśnie teraz w tej chwili, gdy beztrosko patrzą przez okno i obserwują strugi deszczu, coś im umyka. Właśnie teraz na Facebooku tętni życie, może Magda dodała nowe zdjęcie prawie w samej bieliźnie, Zośka wzięła udział w wydarzeniu „Licealne Party”, a Michał i Ania ogłosili całemu światu, że są w związku i dodatkowo uznali tak po studniówce… Tyle się kurwa może dziać. Wyciągam smartfona!

Facebook — masz jedno nowe powiadomienie na Facebooku.

Siedzę sobie przy stoliku, wokół mnie takie marki jak McDonald, KFC, Subway, Burger King — jednym słowem „zbiorowisko restauracji sprzedających zdrową żywność”. Piję kawę. Czuję się jak dziwak, bo tylko piję kawę. Wokół mnie przy innym stoliku, grupa koleżanek robi sobie właśnie dwudzieste selfie, bo na żadnym poprzednim jak można się domyślić, nie wyszły atrakcyjnie. Przy kolejnym stoliku znów towarzystwo pań z Iphonami w rękach, jedna nagrywa nic nieznaczący filmik na Snapchata, żeby pochwalić się światu swoim życiem towarzyskim, druga i trzecia robią zdjęcie hamburgerów z McDonalda, jakby właśnie brały do ust jakiś cud natury (tak, tak wiem :)), a czwarta dodaje posta na Facebook’a z jakże inteligentnym i niepowtarzalnym dopiskiem „Najlepszy dzień ever!! Kocham je!”.

Messenger — Michał przesyła wiadomość.

W takich chwilach mam ochotę usunąć wszystkie aplikacje i media społecznościowe, jakie istnieją na świecie. Mam ochotę spalić wszystkie smartfony. Mam ochotę oddychać dymem.

Jadę w tym autobusie, patrzę na przesuwające się światła latarni za szybą i słyszę ciągle „PINK!” – co oznacza nic innego jak — ktoś napisał do ciebie na Messengerze! Dziewczyna nie może czekać ani chwili dłużej, musi od razu wyciągnąć z kieszeni telefon, mimo że pięć sekund temu go schowała i zobaczyć kto i po co do niej napisał. Uważam, że tacy ludzie marnują swój czas, ponieważ nie mają nic ciekawego do roboty, nie mają żadnych celów więc scrollują, lajkują i komentują, jakby jutra miało nie być. Mentalna masturbacja.

Snapchat — zobacz, kto cię dodał do znajomych.

Nienawidzę pisania na Messengerze. Fakt, czasami trzeba coś na szybko załatwić, wchodzimy na FB i jazda. Problem polega na tym, że ludzie przestają już nawet rozmawiać przez telefon. Ludzie boją się rozmawiać przez telefon. Mówię, że zadzwonię. W odpowiedzi słyszę: „a dlaczego po prostu nie popiszemy na Facebook’u?”, „czasy się zmieniają, teraz się pisze”. Na szczęście znam ludzi, którzy mają podobne podejście do mojego. Ludzi, którzy wolą załatwić coś telefonicznie niż wymieniać setki wiadomości w nieskończoność i o niczym. Chcesz coś? Okej dzwonimy, dyskutujemy, załatwiamy sprawę i tyle. Konkretnie. Dzięki temu zaoszczędzimy czasu, którego i tak tracimy na nieistotne sprawy za dużo.

Jadę ruchomymi schodami w centrum handlowym i słyszę *PINK*. Ze snu w pociągu budzi mnie *PINK*. Stoję w kolejce po bilet i słyszę *PINK*. *PINK*. *PINK*. *PINK*. *PINK*.

Monika i 5 innych osób lubi twoje nowe zdjęcie profilowe.

A mnie to po prostu nie interesuje. Nie interesuje mnie, co lubisz, gdzie jesteś, co robisz, z kim jesteś i dlaczego tam jesteś. Nie interesuje mnie twój „rewelacyjny nastrój z…” ani twoja nowa fryzura. Nie interesuje mnie twój nowy chłopak czy dziewczyna, gdzieś mam twojego pieska i twoje cudowne dzieciątko, któremu robisz dziesięć zdjęć na sekundę i wszystkie publikujesz w sieci. Nie interesuje mnie, że weźmiesz udział w wydarzeniu „nie zostanę mamą w 2016″. Mam to gdzieś. Inni też mają, ale lajkują tylko po to, byś ty w ramach zasady wzajemności, uraczył ich swoim lajkiem. Jedno wielkie pole bitewne, zakłamanie i hipokryzja.

Przyznam szczerze, że sam złapałem się ostatnio na bezsensownym scrollowaniu w dół i marnowaniu czasu. Lubię Instagrama, ale ostatnio panuje tam moda na wypinanie tyłków. Setki dziewczyn z nadzieją naciskają przycisk „zrób zdjęcie” i czekają, aż fotka będzie hitem i wszyscy będą spuszczali się pod nią w komentarzach. Fajne są też te, które piszą w opisie „grubas…” i dostają 20 komentarzy o treści „przecież masz świetną figurę!”, „ale laska! piękna jesteś :*”. Kim są ci ludzie, ja się pytam?

Twój smartfon to nie ty. Liczba lajków pod twoim zdjęciem to nie ty. Twój profil na Facebook’u to też nie jesteś ty.

Mówi się, że żyjemy w słabym mentalnie społeczeństwie i w wielu innych krajach ludzie są bardziej otwarci. Jak u licha mamy rozwijać swoje umiejętności komunikacji z innymi skoro prawie całe społeczeństwo uznało, że pisanie na Messengerze jest tym samym, co rozmowa twarzą w twarz? Zaczepienie kogoś na Facebooku jest okej i w ramach normy, ale podejście do dziewczyny na ulicy to już jakiś totalny przełom, najlepiej róbmy zdjęcia i prośmy śmiałka o autograf.

Tak naprawdę to wszystko jedynie jedna wielka bitwa na szabelki, pokazywanie jedni przed drugimi, że lepiej się bawimy, że mamy lepsze życie towarzyskie, że stać nas na tak wykwintne restauracje, jak McDonald’s. Innymi słowy, pokazujemy tym, jak bardzo niedowartościowani i niekochani jesteśmy i jak bardzo chcemy przynajmniej w życiu wirtualnym sprawiać wrażenie szczęśliwych.

*PINK*

———————————————————————————————————————

ławeczkahantlegelbieganieBez tytułu