Ludziom możesz truć niezliczoną ilość razy, że najlepiej poznawać się w „realu” i najlepsze znajomości to te zawarte gdzieś z przypadku, na mieście, w galerii handlowej czy nawet klubie. Nie ma to jednak znaczenia, bo ludzie są oporni na zmiany i zdecydowanie wolą pozostać w strefie komfortu, czytaj – przewijać zdjęcia na lewo i prawo w aplikacji randkowej.

NA TINDERZE LICZY SIĘ TYLKO WYGLĄD

W teorii nie ma w tym nic strasznego, jeśli Tinder jest tylko dodatkiem i opcją, a nie głównym źródłem naszych relacji z kobietami. Aplikacje tego typu i portale randkowe mają to do siebie, że nikogo nie interesuje twoja charyzma, twój spryt, inteligencja i przenoszące góry poczucie humoru, wszystkich interesuje tylko i wyłącznie twój wygląd, a wszystkie panny, które w opisie dodają: „nie szukam księcia z bajki”, po prostu kłamią.

Tutaj zaczynają się schody, bo jeśli wchodzisz na Tindera z myślą „liczy się wnętrze”, to grubo się przejedziesz, dosłownie grubo, uwzględniając wszystkie kobiety z nadwagą, które wrzucą na swój profil zdjęcia samej twarzy.

CHCESZ ZABAWKĘ Z PÓŁKI, DO KTÓREJ NIE SIĘGASZ

Więc ustaliliśmy, że na Tinderze liczy się twój wygląd, twój six-pack, fajna klata na zdjęciu w fajnej scenerii. Jednak główny problem Tindera leży gdzie indziej i można go nazwać: „chęć zdobycia zabawki, do której nie dosięgamy”. Znasz tę reklamę, gdzie jakaś kobieta stara się ściągnąć z półki sklepowej towar, do którego nie dosięga i wtedy przychodzi dwumetrowy facet i jej go zabiera sprzed nosa? To coś w tym stylu.

Bardzo przeciętna z wyglądu kobieta, powiedzmy 5/10 (proszę mi nie pisać w komentarzach, że ocenianie liczbami wyglądu jest głupie, czytałem to już wiele razy od oświeconych ludzi internetu i nie zgadzam się z nimi ani trochę) zakłada konto i zaczyna przewijać w prawo i w lewo. Jednak ta kobieta, mimo że sama nie jest zbyt atrakcyjna (ustaliliśmy wyżej, że tylko to się liczy na Tinderze), to odrzuca wszystkich mężczyzn z „jej ligi”, czyli również 5/10, bo cały czas żyje w iluzji, że stać ją na dużo więcej. To jeszcze nic, ta kobieta odrzuca także gości 6/10 i 7/10, którzy mocno musieliby się zastanawiać czy iść z nią gdziekolwiek. Więc ta przeciętna panna celuje tylko i wyłącznie w najlepszy sort, w fajnych gości z dobrą sylwetką i mających bardzo dobrą aparycję. No i tu zaczyna się błędne koło. Skoro przeciętna kobieta odrzuca przeciętnego faceta (ten sam poziom), bo chce ujeżdżać kutasa jakiegoś „alfa mejla”, który może przebierać i u którego i tak nie ma żadnych szans, to cały ten mechanizm nie ma sensu.

TINDER JEST ABSURDALNY

Załóżcie sobie konto i przewijajcie wszystko w prawo, zauważycie, że nawet „najgrubsze ryby” niekoniecznie zrobią z wami parę, bo będą celowały znacznie wyżej. Wiem, że jest to kuriozalne, ale jesteśmy w internetach i na takiej zasadzie działa poznawanie się przez sieć w tych czasach.

Dochodzi do sytuacji, kiedy przeciętna kobieta myśli, że jest za dobra dla przeciętnego faceta, więc zaczyna celować w alfa mejli, którzy mają harem kobiet. Przypominam, że cały czas sprowadzamy wszystko do poziomu Tindera, gdzie liczy się tylko wygląd, nie do świata realnego.

Dokładnie taka sama sytuacja zachodzi w odwrotności, gdzie przeciętny facet celuje w boginie piękności i odrzuca panny z tej samej ligi.

TO MÓWISZ, ŻE UMÓWIŁEŚ SIĘ Z MODELKĄ Z TINDERA?

Pomijam już kwestię oszukiwania na zdjęciach. Istnieje duża szansa, że umówisz się z piękną kobietą, a na spotkanie przyjdzie ktoś… inny. I tutaj pierwsze skrzypce gra świetny make up, filtry na zdjęciach i ukrywanie nadwagi pod zdjęciami samej twarzy. Czytałem kiedyś historię faceta, który poszedł na randkę z piękną panną poznaną przez internet, a okazało się, że to nie ona przyszła na spotkanie, tylko nieatrakcyjna koleżanka dziewczyny ze zdjęć. Jako argumentów użyła: „przecież tak fajnie nam się rozmawiało, a jakbyś widział moje prawdziwie zdjęcia, to nigdy byś się ze mną nie umówił” – no cóż, to tak nie działa, internet rządzi się innymi prawami. Poza tym nie bójmy się tego powiedzieć – jeśli mam dobrą sylwetkę, to tego samego mogę wymagać od kobiet, z którymi będę wchodził w relacje. To nigdy nie działa tak, że ty o siebie nie dbasz i odwiedzasz codziennie McDonald i będziesz chciała być z kimś o sylwetce modela fitness. Masz to, na co cię stać i co potrafisz utrzymać.

Na Tinderze wszyscy kłamią, możesz dodać sobie zdjęcie samej sylwetki, a będziesz miał pary z kobietami, które mają w opisie „nie interesuje mnie twój six-pack i klata”.

*

Najlepsze znajomości zbudowałem nie za pomocą Tindera ale będąc na mieście, stojąc w kolejce na poczcie, spacerując po centrum handlowym czy grając w siatkówkę plażową na basenie. Wtedy od razu coś nas połączyło, nikt nie przewijał w prawo ani w lewo i każdy mógł zaprezentować się od innej strony, nie tylko od strony wyglądu zewnętrznego. Co więcej te znajomości zawarłem wtedy, kiedy w tym samym czasie cała horda ludzi siedziała w domach i „swajpowała” kciukiem po ekranie smartfona. Chcesz poznać wartościowych ludzi? To otwórz okno.


Jeśli mimo wszystko interesuje cię Tinder i zastanawiasz się jak radzić sobie w tym oceanie, zapraszam do swojej grupy na Facebooku. Co jakiś czas zamieszczam tam przykładowe rozmowy i ciekawe rozwiązania. Grupa nie dotyczy tylko Tindera ale również mojego całego stylu życia. Żeby dołączyć do grupy, musisz być moim Patronem od progu 10 PLN wzwyż. Jeśli jesteś zainteresowany, kliknij „Zostań Patronem”.

 


brak

Korzyści bycia Patronem

polub fanpage

obserwuj na Instagramie