Właśnie kilka godzin temu wygrałem zawody w biegu na 100 m. Trzymam właśnie złoty krążek w dłoni i wiem, że to jeden z najlepszych okresów mojego życia.

To ile pracy włożyłem, żeby być teraz tutaj w tym miejscu, robić takie wyniki, mieć taką sylwetkę i tak niszczyć wszystko co stanie mi na drodze, jest piękną laurką, która jedynie potwierdza, że na szczycie stoją najwytrwalsi.

Niczego odkrywczego w tym wpisie nie znajdziesz. Ot podsumowanie kolejnych efektów pracy nad sobą, żeby za pół roku spojrzeć przez ramię i sprawdzić czy poruszam się naprzód.

Ostatnio towarzyszyła mi kontuzja uda i kolana, ponadto nawinęło się kilka głupich problemów, kilka głupich decyzji – jednak okazało się, że nie ma to na mnie żadnego wpływu, ciągle jestem w wielkiej formie. Takie wyniki świetnie prosperują na przyszłość i nadchodzące testy piłkarskie w Anglii, które mam w planach zaliczyć w przeciągu Lipca – Sierpnia.

Zawsze tu powtarzam, że należy iść naprzód nie ważne przez jak wielką śnieżycę się idzie. Ważne żeby iść.

Kocham wygrywać, to jest coś co mnie napędza. Wychodzę na bieżnię, wychodzę na boisko i nie potrzebuję już żadnych osób postronnych, żadnych kobiet i żadnych oklasków. To mi w zupełności wystarcza.

Nie wygrywałbym gdybym nie był od tego uzależniony. Uczucie wygranej jest tak silnie, że zawsze podkręcam wszystko do maksymalnych obrotów. Inspirował mnie zawsze Cristiano Ronaldo. Godziny treningów na boisku, tysiące strzałów na bramkę nawet, gdy inni już dawno rozeszli się do domu. Gdy inni siedzieli na imprezach i największym zmartwieniem było wyrwanie „dupy” przy barze, Cris biegał, robił tabatę i trenował rzuty wolne.

Kiedyś oglądałem program w którym mierzyli każdy aspekt gry Cristiano. Siłę odbicia przy wyskoku. Sprint. Zwinność. Poziom tkanki mięśniowej. Wielkość i siłę łydek. To mi strasznie imponowało. Pomyślałem sobie – ten gość ma wszystko dopięte na ostatni guzik. Dieta, ćwiczenia i tytaniczna praca zaprowadziły go na szczyty tego świata. Też tak muszę, jak chcę coś osiągnąć.

Co jakiś czas zdarza się, że coś stara się rozproszyć moją uwagę, ale za chwilę łapię za ster i kieruję tym jebanym Titaniciem w stronę Eldorado, a nie prosto w góry lodowe.

W pewnym momencie życia nie ma już rzeczy, których nie można dokonać. Wszystko wydaje się na wyciągnięcie ręki. Chcę coś zrobić i po prostu to robię. Chcę coś stworzyć i po prostu to tworzę.

Mam nadzieję, że uda się także z muzyką. Razem z moją ekipą techniczną (oczywiście to ironia), przygotowujemy pierwszy kawałek, który pojawi się na YouTube już niedługo. Chciałem to jeszcze odłożyć, ale ta wygrana mocno mnie napędziła, więc nie ma na co czekać. Nie wiem co ma w sobie Dan Reynolds i It’s Time, ale to jest to co chciałem teraz nagrać. Czy podbijemy serca całego świata to się okaże, ale z pewnością jeśli nie teraz, to kiedyś to nastąpi.

Jak zrobiłem, że jestem tu gdzie jestem? Odpowiedź brzmi:
Przegrałem mnóstwo bitew. Wygrałem wszystkie wojny.

Jeśli wciąż stoisz w miejscu, to zastanów się czy to właśnie nie jest „it’s time”, żeby zacząć. Ja uciekam świętować!


brak

brak

Korzyści bycia Patronem

polub fanpage

obserwuj na Instagramie