Najgłupsza i najśmieszniejsza rzecz, w którą pakują się ludzie. Z pewnością nie są to ludzie sukcesu.

Istnieje jakieś dziwne parcie na „posiadanie partnera” w ostatnich czasach. Tak, jak gdyby wyznaczało to całą twoją wartość i bez tego byłbyś kompletnym zerem. Zacznijmy od tego, że ja mam problemy ze zrozumieniem związków ogólnie, jednakże nie będąc radykalnym do bólu, przyznam, że taki zdrowy związek, współzależny gdzie partnerzy dobrali się nie tylko dlatego, że wspólni znajomi ich zapoznali ma całkiem duży sens. Pomijając jednak moje zdanie, (temat na innego bloga) to muszę szczerze zapłakać nad tym, co się dzieje.

Wszystko kręci się wokół związków. Niektórzy tak jakby tylko tym żyli, ta jest z tym, a tamta jest z tym, a ten jest z tą. I co z tego? Co to, kogo obchodzi? Niektórzy pod wpływem upojenia tym cudownym eliksirem miłości (a raczej chorym uzależnieniem od drugiej osoby, bez której ich życie traci sens) mają w oczach serduszka zamiast źrenic, poza spotykaniem się z druga połówką nie robią nic. Wokół tego kręci się całe życie. Zaniedbam przyjaciół, zaniedbam siłownię, zaniedbam finanse — bo i po co mi to? Przecież mam ją! Ta miłość przetrwa wszystko, nie potrzebujemy nic więcej. Jak w tych durnych piosenkach – „pokażemy im, że się mylili” – toż to „rakcontent” i to na skalę światowa, potem te palanty słuchają tego i celem związku staje się pokazanie wszystkim w koło, że się mylą i że to miłość i że przetrwają wieki. Potem jedna strona zaczyna się nudzić i kończy się zwykle tym taka miłość, że nie „żyli długo i szczęśliwie” a „panna dała dupy na dyskotece”.

Do czego jednak dążę. Dopóki nie ogarnąłeś swojego życia, jesteś emocjonalną melepetą, boisz się podejść do kobiety na ulicy, a twoje życie leży na każdej płaszczyźnie, to na boga nie pakuj się w związek. To tylko pogorszy sprawę, polecisz na „stały dopływ seksu” i skończysz jak ostatnia ciota z chujem w ręku. Dlaczego jednak większość mistrzów i mistrzyń robi kompletnie na odwrót? A no dlatego, że po prostu ich życie jest tak do bani, że szukają ukojenia w drugiej osobie. Najgorszym co może być to myślenie, że „ta osoba nadaje sens mojemu życiu”. Co więcej, większość „mamlasów” boi się, że nigdy w życiu już nikogo nie poznają (jak nie nauczyli się jak poznawać kobiety, to się nie ma co dziwić) dlatego wystarczy jedno spotkanie w gronie znajomych, ktoś kogoś zapozna i po tygodniu… „Andrzej i Dżesika” są w związku. Na deser lecą jeszcze komentarze pod statusem na Facebook’u gdzie wszystkie psiapsiółki spuszczają się dosłownie i rzygają tęczą jakby właśnie „Dżesika” wygrała milion w totka.

Właśnie to jest jeden powód. Strach i desperacja. No bo w końcu bycie w związku z jakąś „Karyną” na Facebooku to już spore dowartościowanie siebie lajkami i podbicie sobie ego. Pomijam już fakt, że nie wiem jak niektóre panny i niektórzy panowie znajdują jakichkolwiek partnerów (chociażby patrząc na nich) więc ich jestem w stanie zrozumieć. Są ludzie i ludzie.

Powodem wywierania presji bycia w związku na innych jest natomiast chęć ściągnięcia przez te osoby w związkach (niekoniecznie szczęśliwe) w dół te wolne osoby. Jesteś wolny, masz sporo kobiet i zaczynasz nieźle zarabiać? A niech to! Ja jestem tylko w związku ze średnią panną i się nie rozwijam, więc muszę zbić cię z tropu i uświadomić ci, ze związki są fajne i kto nie jest w związku, jest gorszy i dziwny.

Czasami warto wrzucić na luz, ogarnąć swoje życie, nabrać wiatru w żagle, stać się niezależnym od innych (najważniejsze) i dopiero wtedy brać się za związki. Związek z desperacji będzie cię tylko ograniczał.

Bądźcie wilkami i nie patrzcie na to, co robi stado baranów, oni podążają tylko udeptanymi ścieżkami.

———————————————————————————————————————

ławeczkahantlegelbieganieBez tytułu


brak

brak

Korzyści bycia Patronem

polub fanpage

obserwuj na Instagramie