Tinder – czyli nie szukaj Scarlett, jak nie jesteś Rudolph Valentino.
Rate this post

Ludziom możesz truć niezliczoną ilość razy, że najlepiej poznawać się w “realu” i najlepsze znajomości to te zawarte gdzieś z przypadku, na mieście, w galerii handlowej czy nawet klubie. Nie ma to jednak znaczenia, bo ludzie są oporni na zmiany i zdecydowanie wolą pozostać w strefie komfortu, czytaj – przewijać zdjęcia na lewo i prawo w aplikacji randkowej.

NA TINDERZE LICZY SIĘ TYLKO WYGLĄD

W teorii nie ma w tym nic strasznego, jeśli Tinder jest tylko dodatkiem i opcją, a nie głównym źródłem naszych relacji z kobietami. Aplikacje tego typu i portale randkowe mają to do siebie, że nikogo nie interesuje twoja charyzma, spryt, inteligencja i przenoszące góry poczucie humoru. Wszystkich interesuje tylko i wyłącznie twój wygląd, a wszystkie panny, które w opisie dodają: “nie szukam księcia z bajki”, po prostu kłamią.

Tutaj zaczynają się schody, bo jeśli wchodzisz na Tindera z myślą “liczy się wnętrze”, to grubo się przejedziesz. Uwzględniając wszystkie kobiety z nadwagą, które wrzucą na swój profil zdjęcia samej twarzy.

CHCESZ ZABAWKĘ Z PÓŁKI, DO KTÓREJ NIE SIĘGASZ

Więc ustaliliśmy, że na Tinderze liczy się twój wygląd, twój six-pack, fajna klata na zdjęciu w fajnej scenerii. Jednak główny problem Tindera leży gdzie indziej i można go nazwać: “chęć zdobycia zabawki, do której nie dosięgamy”. Znasz tę reklamę, gdzie jakaś kobieta stara się ściągnąć z półki sklepowej towar, do którego nie dosięga i wtedy przychodzi dwumetrowy facet i jej go zabiera sprzed nosa? To coś w tym stylu.

Bardzo przeciętna z wyglądu kobieta, powiedzmy 5/10 (proszę mi nie pisać w komentarzach, że ocenianie liczbami wyglądu jest głupie, czytałem to już wiele razy od oświeconych ludzi internetu i nie zgadzam się z nimi ani trochę) zakłada konto i zaczyna przewijać w prawo i w lewo. Jednak ta kobieta, mimo że sama nie jest zbyt atrakcyjna (ustaliliśmy wyżej, że tylko to się liczy na Tinderze), to odrzuca wszystkich mężczyzn z “jej ligi”, czyli również 5/10, bo cały czas żyje w iluzji, że stać ją na dużo więcej. To jeszcze nic, ta kobieta odrzuca także gości 6/10 i 7/10, którzy mocno musieliby się zastanawiać czy iść z nią gdziekolwiek. Więc ta przeciętna panna celuje tylko i wyłącznie w najlepszy sort, w fajnych gości z dobrą sylwetką i mających bardzo dobrą aparycję. No i tu zaczyna się błędne koło. Skoro przeciętna kobieta odrzuca przeciętnego faceta (ten sam poziom), bo chce ujeżdżać kutasa jakiegoś “alfa mejla”, który może przebierać i u którego i tak nie ma żadnych szans, to cały ten mechanizm nie ma sensu.

Jeśli uważasz, że twoje problemy z kobietami są powodem niskiej atrakcyjności i twierdzisz, że jesteś „co najwyżej 5/10”, to powinieneś przeczytać mojego e-booka na ten temat. Gwarantuję ci, że gdy wdrożysz w życie rady, które w nim zawarłem, piękne kobiety zaczną zwracać na ciebie uwagę. 

TINDER JEST ABSURDALNY

Załóżcie sobie konto i przewijajcie wszystko w prawo, zauważycie, że nawet “najgrubsze ryby” niekoniecznie zrobią z wami parę, bo będą celowały znacznie wyżej. Wiem, że jest to kuriozalne, ale jesteśmy w internetach i na takiej zasadzie działa poznawanie się przez sieć w tych czasach.

Dochodzi do sytuacji, kiedy przeciętna kobieta myśli, że jest za dobra dla przeciętnego faceta, więc zaczyna celować w alfa mejli, którzy mają harem kobiet. Przypominam, że cały czas sprowadzamy wszystko do poziomu Tindera, gdzie liczy się tylko wygląd, nie do świata realnego.

Dokładnie taka sama sytuacja zachodzi w odwrotności, gdzie przeciętny facet celuje w boginie piękności i odrzuca panny z tej samej ligi.

Wiele osób uważa, że lepsze aplikacje randkowe, gdzie można kogoś poznać to: Flirt i eDarling. Te aplikacja charakteryzują się przewagą kobiet i podobno „łatwiej” jest doprowadzić do spotkania. Na Tinderze dominują boty i fejkowe konta, a kobiety najczęściej chcą tylko popisać. Zresztą, sprawdź sam jak to wygląda.

TO MÓWISZ, ŻE UMÓWIŁEŚ SIĘ Z MODELKĄ Z TINDERA?

Pomijam już kwestię oszukiwania na zdjęciach. Istnieje duża szansa, że umówisz się z piękną kobietą, a na spotkanie przyjdzie ktoś… inny. I tutaj pierwsze skrzypce gra świetny make up, filtry na zdjęciach i ukrywanie nadwagi pod zdjęciami samej twarzy. Czytałem kiedyś historię faceta, który poszedł na randkę z piękną panną poznaną przez internet, a okazało się, że to nie ona przyszła na spotkanie. Na spotkanie przyszła nieatrakcyjna koleżanka dziewczyny ze zdjęć. Jako argumentów użyła: “przecież tak fajnie nam się rozmawiało, a jakbyś widział moje prawdziwie zdjęcia, to nigdy byś się ze mną nie umówił” – no cóż, to tak nie działa, internet rządzi się innymi prawami. Poza tym nie bójmy się tego powiedzieć – jeśli mam dobrą sylwetkę, to tego samego mogę wymagać od kobiet, z którymi będę wchodził w relacje. To nigdy nie działa tak, że ty o siebie nie dbasz i odwiedzasz codziennie McDonald’s, ale będziesz chciała być z kimś o sylwetce modela fitness. Masz to, na co cię stać i co potrafisz utrzymać.

Na Tinderze wszyscy kłamią, możesz dodać sobie zdjęcie samej sylwetki, a będziesz miał pary z kobietami, które mają w opisie “nie interesuje mnie twój six-pack i klata”.

*

Najlepsze znajomości zbudowałem nie za pomocą Tindera ale będąc na mieście, stojąc w kolejce na poczcie, spacerując po centrum handlowym czy grając w siatkówkę plażową na basenie. Wtedy od razu coś nas połączyło. Nikt nie przewijał w prawo ani w lewo i każdy mógł zaprezentować się od innej strony, nie tylko tej od wyglądu zewnętrznego. Co więcej te znajomości zawarłem wtedy, kiedy w tym samym czasie cała horda ludzi siedziała w domach i “swajpowała” kciukiem po ekranie smartfona. Chcesz poznać wartościowych ludzi? To otwórz okno.

 


brak