Data publikacji: 11 września 2025 Data aktualizacji: 23 września 2025
Kobiety mają kosmiczne wymagania, mężczyźni wymagań nie mają praktycznie wcale. Tak wygląda dzisiejsza rzeczywistość na polu relacji damsko męskich, mimo że kobiety często stwierdzają, że ich wymagania nie są wcale wysokie. Jednak czy naprawdę tak jest?
Kobiety mają bardzo duże wymagania, ponieważ wmówiono im, że każda zasługuje na to co najlepsze. Powodem jest tutaj złe wychowanie dziewczynek oraz ginocentryzm, o którym napiszę za chwilę. Ktoś mógłby mi teraz zarzucić „ale jak to! co jest złego w wychowywaniu dzieci w wysokim poczuciu własnej wartości?”. Nic. Ale powtarzanie „zasługujesz na to co najlepsze” – nie ma nic wspólnego ze zdrowym poczuciem własnej wartości. To pusty slogan.
Bo prawda jest taka, że nie zasługujesz na to co najlepsze, jeśli sam nie jesteś najlepszą wersją siebie. Jeśli sam się nie rozwijasz i stoisz w miejscu przez całe życie, to nie zasługujesz na to co najlepsze.
Kobiety często twierdzą, że nie mają wysokich wymagań. Wystarczy tylko żeby facet:
zarabiał odpowiednio, no te 10K na miesiąc minimum,
miał fajną sylwetkę, taką jakby pływał raz w tyg (czytaj – musi chodzić na siłownię cały rok),
dobrze się ubierał,
musi być wysoki,
powinien mieć fajny samochód,
musi mieć swoje m2 na własność,
był zimnym draniem kiedy trzeba,
ale też ciepły i dobry innym razem,
powinien płacić na pierwszej randce (równouprawnienie tutaj nie działa),
powinien od czasu do czasu kupować jej jakieś prezenty,
nie powinien mieć żadnych wymagań względem kobiet.
Wymagania mężczyzn
Mężczyznom jednak wyrządzono psikusa. Zostali wychowani tak, jakby wciąż obowiązywały stare zasady na rynku relacji damsko męskich. Brak ojcowskich wzorców, rozbite rodziny i wychowanie tylko przez matki i babcie doprowadziło do katastrofy. Tacy mężczyźni nadal myślą, że zdobycie kobiety polega na byciu rycerzem, który wchodzi na ostatnią wieżę w zamku, a wcześniej pokonuje smoka.
Tylko że nie. To już nie działa. Co więcej mężczyźni od dziecka słyszą, że są winni – nawet temu, że oddychają. Media kobiety faworyzują, mężczyzn starają się przedstawiać w gorszym świetle.
Stąd też mężczyźni mają zaniżoną samoocenę, bo tym są karmieni od dziecka. Stąd też ich wymagania w stosunku do kobiet są śmieszne. Oto lista:
żeby była w miarę szczupła (chociaż jak nie będzie, to trudno, wezmę co dają).
Koniec. I jestem tutaj śmiertelnie poważny. To są wymagania większości mężczyzn. Biorąc pod uwagę hipergamię i fakt, że wielu mężczyzn nie ma opcji, to sytuacja się komplikuje. Bo jak masz wybrzydzać, jak masz jedną zainteresowaną sobą loszkę – raz na ruski rok? A no ciężko.
Stąd też tak często nalegam na podnoszenie swojego poziomu – pod względem mentalu, wyglądu i zasobów. To jest Twój Święty Graal. Na tym powinieneś się skupić najbardziej. Ponieważ to daje w efekcie ubocznym mnogość opcji. I tutaj zaczyna się już zabawa.
Moje wymagania względem kobiet – z pozycji siły
Jako przykład podam moje wymagania w stosunku do płci przeciwnej. Jest mi łatwiej, bo i wybór mam spory – gdy byłem młodszy, również nie miałem zbyt wielkich wymagań. Nie miałem zbyt wielu kart. Przeciętny wygląd, brak kasy.
Moje podstawowe wymagania jeśli szukałbym dziewczyny do stałej relacji:
spotykam się głównie z dziewczynami w wieku 17-22; wolę młodsze dziewczyny. Uprzedzając – nie boję się rówieśniczek – czego mam się bać? Po prostu wolę młodsze bo z nimi najlepiej się dogaduję i one najbardziej mi się podobają. Rówieśniczki często mają już bagaż doświadczeń. Ja tego nie chcę.
nie lubię tatuaży u kobiet; tak jestem hipokrytą, bo sam mam tatuaże, a nie lubię dziar u kobiet. O ile te tatuaże są jeszcze jakieś minimalistyczne, ukryte – to jeszcze jeszcze. Ale generalnie gdybym szukał matki swoich dzieci, to nie chciałbym dziewczyny, która ma na ciele pisanki jak Ewa Swoboda (z całym szacunkiem do niej). Uważam, że tatuaże u kobiet wyglądają gorzej niż u mężczyzn z powodu pełnionej roli. Mężczyźnie mogą dodać pazura, a kobiecie… też mogą dodać pazura, tylko wtedy odbiera to kobiecości, której i tak w tych czasach jest jak na lekarstwo.
kolorowe włosy, kolczyki – out; nie podobają mi się kobiety, które mają kolorowe włosy np. niebieskie albo kolczyki w nosie czy we wszystkich innych miejscach niż uszy. Po prostu nie i dla mnie to czerwone flagi u dziewczyn.
szczupła sylwetka + chodzi na siłownię; nie po to sam się żyłuję cały rok na siłowni czy bieżni, żeby moja potencjalna partnerka była pod tym względem zapuszczona. Kobiety z za dużą ilością kilogramów – w ogóle nie interesują mnie pod względem seksualnym i nigdy nie interesowały.
musi mieć niski przebieg; jeśli szukałbym kobiety do stałej relacji, to na pewno odrzuciłbym wszystkie kobiety z za dużym przebiegiem. Nie interesują mnie kobiety rozwiązłe, ponieważ tworzą mniej trwałe relacje i nie wyobrażam sobie, żebym miał inwestować swoje zasoby w kobietę, która lubi sportowy seks.
podobne zainteresowania, wspólne pasje; to ważny element gdy szukasz stałej partnerki. Wspólne pasje bardzo budują i są cementem relacji. Podążanie w tym samym kierunku to podstawa.
inteligencja, samoświadomość; wiele kobiet nie potrafi przyznać się do błędu, brak im samoświadomości i refleksji nad sobą. Dziewczynki od małego są uczone zwalania winy na złych chłopców, przez co potem nie biorą odpowiedzialności za siebie. Osoby bez zdolności do refleksji nad sobą są toksyczne.
Mniej więcej tak to wygląda. Trzeba być bezwzględnym w tym temacie, ponieważ przy szukaniu dziewczyny na stałe nie można iść na półśrodki. Jeśli pójdziesz na półśrodki, to zniszczysz sobie życie. Prawo nie stoi po Twojej stronie. Zniszczyć dziś mężczyznę jest niezwykle łatwo. Trzeba dmuchać na zimne.
Powód wysokich wymagań kobiet – ginocentryzm
Jednym z powodów wysokich wymagań kobiet jest m.in. ginocentryzm medialny. Kobiety są przedstawiane jako istoty niemal doskonałe, które nigdy się nie mylą – silne i niezależne.
Nie znajdziesz reklamy, w której kobieta jest przedstawiona jako fajtłapa – a mężczyzna jako ten inteligentny, który jej pomaga. Natomiast w drugą stronę takich reklam znajdziesz mnóstwo. Mężczyzna ten głupi, który nie wie jaki syrop na kaszel kupić i kobieta, która rozwiązuje wszystkie problemy, robiąc przy tym zawrotną karierę.
Przykład prostej reklamy z 2009 roku. Mężczyzna jest tutaj przedstawiony przez dziecko jako „samochód” – na co matka odpowiada „zaraz go naprawimy” i wyciąga super lek na kaszel.
Nie wyobrażam sobie podobnej reklamy z zamianą ról. Kobieta jako „samochód” i mężczyzna przedstawiony jako ten inteligentny i zaradny – który podaje głupiutkiej kobiecie lek na kaszel.
Wiem – myślisz, że przesadzam i doszukuję się tutaj drugiego dna. Ok. Nie miałbym z tym problemu, gdyby powstawały podobne reklamy z odwróconymi rolami.
W praktyce ginocentryzm jest krytykowany przez niektórych jako podejście, które faworyzuje kobiety kosztem mężczyzn, prowadząc do nierówności płciowej. Współczesne ruchy społeczne i debaty na temat płci i równości często dyskutują o zrównoważeniu praw i obowiązków obu płci, a ginocentryzm bywa poruszany w kontekście tych dyskusji.
Ginocentryzm sprawił, że kobiety uważają się za płeć lepszą, silniejszą i uprzywilejowaną. Jeśli nie mogą być silne i niezależne, albo coś im nie wyjdzie to – jest to wina mężczyzn, tych głupich, prostych chłopów, ale nie samych kobiet. Przez takie podejście mediów kobiety nie wiedzą czym jest odpowiedzialność za swoje czyny. Często starają się zrzucić winę na mężczyzn.
Już sam fakt, że kobiety porównują się do górnej części drabinki, do mężczyzn o najwyższym statusie, i na tej podstawie stwierdzają, że nadal nie ma równouprawnienia. A fakt jest taki, że większość kobiet nie ma cech i charakteru, które pozwoliłyby uplasować się na samym szczycie społecznej drabinki i tam się utrzymać. O tym się jednak nie mówi, bo przecież w XXI wieku kobieta jest tak samo silna fizycznie jak mężczyzna.
Powód wysokich wymagań kobiet – hipergamia spuszczona ze smyczy
Kolejnym powodem wysokich wymagań kobiet jest hipergamia spuszczona ze smyczy. Kobiety dziś odmawiają łącznia się w pary z mężczyznami na podobnym poziomie w skali atrakcyjności. Chcą łączyć się w pary tylko z mężczyznami z totalnego topu.
Dziewczyna 5/10, która ma trochę za dużo kg i przeciętną urodę, chce być z gościem minimum 8/10, który w życiu radzi sobie doskonale i wygląda mocno powyżej przeciętnej. Wiem, bo sprawdziłem, przerobiłem – tak to wygląda w wielu przypadkach.
Przykład działania hipergamii
W ciągu roku zdarzy mi się, że dziewczyna do mnie podejdzie w miejscu publicznym. Rok temu tak było na basenie. Podeszła do mnie dziewczyna właśnie taka 5/10, z lekko za dużą wagą, w tym samym wieku co ja i ogólnie – była totalnie przeciętna, nie wyróżniała się niczym. Nawet nie robiła w życiu nic ciekawego. Ale podeszła do mnie bo uznała w jakimś stopniu, że gra jest warta świeczki.
Nawet w kontekście relacji FWB lub ONS, nie miała nic, co mogłoby mnie w jakimkolwiek stopniu zatrzymać, zainteresować. Natomiast tutaj informacja zwrotna była taka, że ona chciała gościa, który:
cały rok chodzi na siłownię i trzyma michę,
świetnie się ubiera, wydaje dużo kasy na ubrania,
ma fajny sportowy samochód,
zarabia dobre pieniądze – na co musiał poświęcić kilka lat swojego życia,
rozwija swoje pasje, gra na gitarze, śpiewa – robi w tym spoko wyniki,
nie ma żadnych nałogów.
Transakcyjność współczesnych relacji – czy mi się to opłaca?
Czy to jest dobry deal w takim przypadku? No nie. To tak jakbyś miał Ferrari i ktoś chciałby się z Tobą wymienić na Passata. Dajesz ogłoszenie, że zamienisz się Ferrari na inny model w podobnej cenie, a tu dzwoni facet i mówi, że jest chętny i daje za to Ferrari Passata z 2010 roku.
I tak to właśnie wygląda. Będąc mężczyzną z wysokiego poziomu, masz naprawdę duży wybór, bo „płodne Julki” się o Ciebie biją. Jesteś w takim deficycie, że wiele dziewczyn pcha Ci się na kolana. I mając ten wybór chcesz z niego korzystać. Ta dziewczyna 5/10 nawet nie zdaje sobie sprawy, że jest kolejną która do Ciebie startuje. Jest dokładnie tak, jak na wykresie powyżej.
Problem polega na tym, że ta dziewczyna 5/10 nie chce kogoś na swoim poziomie atrakcyjności. Woli pozostawać sama i celować dalej w topkę mężczyzn, którzy co najwyżej ją zaliczą gdy będą akurat mieli ochotę, ale nie będą chcieli z nią tworzyć jakichkolwiek dłuższych relacji. Przez to powstaje nam plaga uszkodzonych kobiet.
Hipergamii nie da się wyłączyć
Pamiętajmy o tym, że do tej pory cywilizacja stała na tym, że kobieta rodziła dzieci, a mężczyzna inwestował w kobietę zasoby. Musiał przynieść do domu pieniądze, żeby to wszystko utrzymać. Stąd też był jakiś kompromis pomiędzy strategiami reprodukcyjnymi obu płci.
Jednak gdy wmówiono kobietom, że dzieci rodzić nie warto i lepiej robić karierę i być jak mężczyźni, doszło do ciekawego zjawiska. Kobiety zaczęły same zarabiać i wydawało by się, że nadal mogłyby się wiązać z tymi samymi mężczyznami co wcześniej. Tyle że nie. Geniusze od inżynierii społecznej (nie)zapomnieli o kobiecej hipergamii. Spowodowało to, że kobiety zrównując się sztucznie poziomem z przeciętnym mężczyzną, zaczęły szukać wyżej – a więc mężczyzn z topki, jednocześnie postrzegając mężczyzn na swoim poziomie jako tych za mało atrakcyjnych. I tak hipergamia została zerwana ze smyczy. Skutki tego będziemy obserwować jeszcze długo.
Z pewnej perspektywy – gra jest warta świeczki. Bo jeśli jesteś gościem z topu skali atrakcyjności, to masz bardzo dużo „CV” od kobiet, które chętnie zrobią Ci herbatę i rano obciągną tak, jak chcesz, w jakiej pozycji chcesz.
Dochodzi więc do polaryzacji. Niektórzy mężczyźni mają ogromny wybór, a inni praktycznie żaden. Pomiędzy tym są jeszcze typowe związki samców beta, którzy inwestują swoje zasoby w kobietę, która jednak jest z nimi z braku laku. To taki związek księżniczki i podnóżka.
To tak apropo komentarzy „ale gdzie Ty żyjesz, ludzie normalnie są razem i wchodzą w związki”. Tak, są razem. I co to są za związki? Jaki procent tych związków to nie schemat – księżna Diana i jej kiwający głową lokaj? Wielu atrakcyjnych singli uprawia dziś więcej seksu, niż mężczyźni w stałych związkach.
Kobiety pytają – gdzie Ci mężczyźni?
Wiele kobiet pyta w różnych rolkach czy shortsach – gdzie Ci mężczyźni, którzy otwierali drzwi, stawiali im obiady na randkach czy trzymali parasol nad głową. Otóż takich mężczyzn jest coraz mniej, bo kobiety wyszły już dawno ze swojej roli, w którą wchodziły jeszcze ich babcie. To nie są lata 60. Witamy w nowoczesnym świecie.
Mężczyzna w latach 60 dawał z siebie mniej niż mężczyźni dziś, a miał kobiety na dużo wyższym poziomie niż dzisiejsze.
Mężczyzna w roku 2024 daje z siebie o wiele więcej niż mężczyźni kiedyś, a ma kobiety na dużo niższym poziomie niż te dawne.
Rzeczywistość jest brutalna. Dlatego trzeba tutaj wiele kalkulacji i zdrowego rozsądku. Nie można wybrać do stałej relacji pierwszej lepsze kobiety która się nawinie. Trzeba prowadzić bardzo ostrą selekcję i mieć swoją listę wymagań. Oczywiście uprzednio należy stać się mężczyzną wysokiej wartości.
Potem wybór należy do Ciebie. Albo przez mnogość opcji i łatwość współczesnych kobiet rzucasz się w wir hedonizmu, albo wybierasz z tego zalewu gówna coś wartościowego i próbujesz budować stałą relację.
Dawid Perz (pseud. David Durden) - jest socjologiem i psychologiem, który zajmuje się relacjami międzyludzkimi i rozwojem osobistym. Ukończył studia pierwszego stopnia na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Jest autorem bloga, który skupia się przede wszystkim na relacjach damsko męskich i wielokrotnie był wyróżniany w sieci. Blog zgromadził milionowe wyświetlenia na przełomie ostatnich lat i pomógł wielu mężczyznom stać się bardziej atrakcyjnymi na polu relacji damsko męskich. Poza tym autor zajmuje się także doradztwem do spraw wizerunku, modą i wyglądem zewnętrznym w szeroko pojętym zakresie.
Takie artykuły czyta się fajnie, do momentu jak się sobie nie uświadomi że nie
każdy facet może sobie wybierać i mieć „wymagania” i co gorsza prawdopodobnie
jest się właśnie takim facetem. Everybody is gangsta until…
Tak, cały szkopuł polega na tym, żeby stać się gościem, który ma duży wybór. I to jest bardzo trudne zadanie. Ja do tego namawiam, bo zawsze staram się pozycjonować w życiu na pozycję siły, a nie pozycję człowieka „zdesperowanego” – czy jak kto woli człowieka z małą liczbą opcji. To się tyczy pracy, związków i praktycznie każdej dziedziny życia. Przewagę w negocjacjach ma ten, któremu mniej zależy. Wiem, że to brzmi dla niektórych źle, ale takie są fakty. To się wszystko rządzi swoimi prawami.
Nie trzeba być Bradem Pittem, żeby mieć duże wzięcie, ale na pewno trzeba się wyróżniać na tle otoczenia.
Inaczej śpiewasz jak masz ograniczony wybór, a inaczej jak masz duży. Mam tego świadomość – wedle zasady głodny sytego nie zrozumie.
No i tutaj leży problem. Ty już to wszystko osiągnąłeś, nie wiem czy są tu teksty o tym. A mnie niestety tego rodzaju wpisy wprawiają w depresję i poczucie itsover. Bo tak, jestem parę latek starszy od Ciebie. Ja wiem, a przynajmniej głęboko wierzę, że to co tu piszesz nie ma na celu wgniatać w ziemię słabszych jednostek.
Śmiało poruszasz się między PUA i redpillem i zależnie od tego na który biegun przechodzisz napawa to nadzieją albo rezygnacją.
Wyróżniać się można na wiele sposobów, a kasa(dobra materialne?)+wygląd to coś, co jest chyba łatwe do osiągnięcia (szczególnie to pierwsze, niemniej robię wielkie oczy jak słyszę o średnich zarobkach rzędu 8k)
Ja bym to skwitował wszystko tak: wygląd i status są ważne, ale nie najważniejsze, to elementy składowe całego obrazu Twojej osoby.
Jest wielu mężczyzn, którzy dobrze wyglądają, są porobieni po siłowni, mają spoko zarobki, a liczba kobiet w ich życiu nadal wynosi okrągłe zero.
A niektórzy mężczyźni wszystko co mają, to paczkę fajek w kieszeni – i oni obracają fajne laski.
Dlaczego tak jest? Ponieważ to nie działa tak, że sam wygląd i status sprawiają, że kobiety pukają do Twoich drzwi.
Musisz jeszcze wyjść i zacząć je poznawać, mieć jakąś grę. Umięśniony chłop, który jest desperatem i needy w relacjach z kobietami, nie będzie ich że tak powiem kolokwialnie dymał. Ponieważ będzie miał właśnie te cechy, które sprawiają, że nawet jak przyciągnie wyglądem, to bardzo szybko odsunie od siebie kobietę swoim zachowaniem. Kobiety nie lubią desperatów i needy gości – nawet jeśli Ci świetnie wyglądają. To po prostu przestaje mieć znaczenie, jest jak przełącznik światła – on / off. Wiem bo to przerobiłem. Tak szybko jak możesz zrobić zajebiste pierwsze wrażenie swoim wyglądem, tak szybko możesz stracić całe zainteresowanie, bo będziesz needy.
Tak, jest łatwiej. Jeśli dobrze wyglądasz i masz kasę, prezencję – oczywiście że jest łatwiej. Ale to jeszcze nie wszystko.
Charakter, pewność siebie, odwaga, social skille – to kolejne elementy składowe, które również warto mieć.
Procent mężczyzn, którzy są ambitni i którym się chce to wszystko szlifować, jest bardzo znikomy. Większość ludzi to lenie, którzy idą do roboty, wracają i odpalają sobie browara i na tym kończy się ich życie. I to jest dobra wiadomość, bo tutaj jest szansa dla tych najbardziej wytrwałych, którym się chce i którzy się nie poddają.
Wierzę że tak jest, bo sam to przerobiłem na własnej skórze i wiem, że ta wędrówka jest tego warta, chociaż jest to trudna droga.
Wygląd – tutaj najtrudniej jest z sylwetką, bo to praca dla wytrwałych. Efekty pojawią się dopiero po dłuższym czasie. Resztę można ogarnąć w miarę szybko. Odpowiedni styl, fryzura, jakiś przeszczep włosów czy blokada wypadania finasterydem. Mankamenty ewentualne na twarzy – np. wolumetria, to też jest szybki temat.
Zarobki – tutaj kilka jest dróg. Albo własna działalność jak masz jakiś fach w ręku i znasz się na czymś, albo powinieneś stać się specjalistą w jakiejś dziedzinie, a to też wymaga czasu. Najlepiej wybrać jakiś kierunek gdzie jest możliwość rozwoju i awansu wyżej, a nie coś w stylu – stanie na taśmie i składanie długopisów, bo tutaj perspektywy na większe $$ są żadne. To tylko jako chwilowa robota jest ok.
Postaram się więcej materiałów tworzyć właśnie na temat samego „expienia” i poprawiania zarobków, statusu czy wyglądu.
Dla mnie dziś raczej nie ma już czegoś takiego jak „nie da się” / „niemożliwe”. Za każdym razem jak wydawało mi się, że się nie da, to potem udowadniałem sobie, że jednak się da – wedle zasady jak nie drzwiami, to oknem.
Uważam, że można nauczyć się wszystkiego, stosując zasadę m.in. 10 tysięcy godzin. Stosowałem to wielokrotnie i w wielu dziedzinach – w dbaniu o siebie i wygląd, w branży IT, w muzyce. Za każdym razem jest to samo. Przepisem na sukces okazuje się tutaj systematyczność w działaniu, poświęcenie ogromu czasu na daną rzecz i trochę szczęścia (aczkolwiek uważam, że jak jesteś w czymś dobry, to szczęścia już aż tak nie potrzebujesz, bo za którymś razem się uda – co nie zmienia faktu, że zawsze szczęście może trochę przyspieszyć proces).
Ważne żeby przeprogramować swój mózg na akcję i działanie – z overthinkingu, bo koniec końców tylko to się liczy.
Generalnie postaram się pisać więcej tekstów na temat pragmatycznych rozwiązań w życiu, a więc jak zdobywać pozycję i cechy, które podnoszą SMV. Feedback od czytelników zawsze jest w cenie, więc myślę, że takie praktyczne rady na temat wyglądu, pozycji, zarabiania, też tutaj będą cenne.
Ale krótko podsumowując SMV – ja staram się patrzeć na siebie jak na postać z gry komputerowej. Zastanawiam się co mogę zrobić, żeby ulepszyć postać – tak jak w menu gry, gdzie rozdajesz zdobyte punkty umiejętności. Zastanawiam się czy coś jest dla mnie dobre i mi pomoże, a gdy stwierdzam że tak – to po prostu to robię.
Chcę lepszego social skilla? Wychodzę do ludzi i poznaję kobiety. Na początku miałem tutaj lvl 0 (a właściwie w gimnazjum to chyba na minusie byłem, bo byłem niezwykle przyjebanym dzieciakiem, który zawsze bał się odezwać czy zgłosić na lekcji). Ale już dziś oceniłbym się tutaj gdzieś na powiedzmy lvl 80 na 100. Ponieważ przez lata praktykowania, udało mi się wyrobić tę umiejętność i dziś small talk jest dla mnie niczym wymagającym.
Chcę lepszej sylwetki? No to szybko kalkuluję – wchodzę na masę, kupuję niezbędne produkty, ustalam ile w tygodniu chodzę na siłownię. Jak widzę lekką stagnację – staram się zmieniać trening, szukam innych rozwiązań. Sylwetka mega mi pomaga, ponieważ regularnie dostaję komplementy od kobiet na ulicy, a ostatnio nawet jedna Niemka, którą poznałem w Katowicach – po prostu mnie zaczęła dotykać po klacie minutę po podejściu, mówiąc, że jest świetna i docenia, bo sama dużo ćwiczy. To mi daje informację zwrotną na zasadzie – to co robię działa, robić swoje, pakować dalej punkty w tym kierunku.
I tak na każdym polu. Nie jesteśmy tutaj na długo, życie szybko leci, więc motywuje mnie to żeby działać i nie marnować czasu. Polecam zobaczyć Fight Club i nastawienie Tylera na zasadzie „uświadom sobie bez lęku, bez bólu, że pewnego dnia umrzesz. Do póki tego nie wiesz – jesteś bezużyteczny”. I gdy tylko chcę coś zrobić, ale pojawia się uczucie strachu, natychmiast przypominam sobie ten mindset i działam wbrew strachowi, po prostu robię co do mnie należy w danej chwili.
To wszystko po części zawarłem też w książce Alpha Male, której nie mogę skończyć od długiego czasu.
leopoldstuff
11 miesiące temu
Dawno nie miałem okazji przeczytać tak interesującego wpisu. Niemniej jednak zauważyłem kilka podstawowych nieścisłości, które trudno pominąć, choć jednocześnie liczę na to, że autor będzie w stanie sprostować moje wątpliwości.
Zastanawia mnie, jak to możliwe, że – zgodnie z przytoczoną tezą – mając pieniądze i atrakcyjny wygląd, można sprawić, by kobiety „ustawiały się w kolejce” na zawołanie?
Oczywiście, załóżmy, że jestem osobą o ponadprzeciętnej prezencji, wpisującą się w kanony piękna wyznawane przez większość kobiet, i one faktycznie dostrzegają tę atrakcyjność. Jednak – i tu pojawia się zasadnicza kwestia – skąd te kobiety miałyby wiedzieć, jakie osiągam dochody?
Nie oszukujmy się, wielu mężczyzn celowo afiszuje się swoimi, czasem wręcz wyolbrzymionymi, zarobkami, by przyciągnąć zainteresowanie płci przeciwnej. To działa na zasadzie prostej kalkulacji: skoro ktoś zarabia dziesięć tysięcy miesięcznie i wygląda atrakcyjnie, niektóre kobiety uznają, że warto spróbować wejść w taką relację.
Szczerze mówiąc, mam 176 cm wzrostu, zarabiam więcej niż przeciętna osoba, a mój majątek – odziedziczony w spadku – wynosi około półtora miliona złotych. Mam także solidne oszczędności oraz inwestycje w kryptowaluty. Dlaczego więc wokół mnie nie kręci się tłum kobiet? – Nie chwalę się, poza tym i tak mnie nikt tutaj nie zna, więc mogę przytoczyć ową informację, gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości, co do dyskusji.
Odpowiedź jest dość prosta: nie rozpowiadam wszem i wobec o swoich finansach ani o tym, jak mi się wiedzie. Mam partnerkę, którą kocham, i uważam się za mężczyznę zadbanego, dobrze wyglądającego, lecz – co istotne – żyję w sposób dyskretny, z dala od całego tego wyścigu, który obserwuję na portalach społecznościowych.
Nie publikuję zdjęć z wakacji, nie chwalę się swoim stylem życia, bo nie widzę w tym sensu.
Podsumowując, muszę przyznać, że autor ma sporo racji – współczesnym kobietom wyrządzono niemałą krzywdę. Młode dziewczyny, często wywodzące się z przeciętnych środowisk, bez większych aspiracji intelektualnych i z wyglądem niespecjalnie wyróżniającym je spośród rówieśniczek, stawiają sobie wymagania, jakby były ideałem urody i intelektu.
Ostatecznie kluczem jest umiejętność znalezienia równowagi. Jeśli mężczyzna obnosi się ze swoimi zarobkami i sukcesami na prawo i lewo – nie mówię tu personalnie o autorze, ale generalizując – to nie powinien być zaskoczony, że przyciąga osoby zainteresowane głównie jego majątkiem.
Sztuką jest więc nie tylko dążenie do sukcesu, ale również mądrość w tym, jak się go prezentuje światu.
Ktoś bez szans
4 miesiące temu
Wszystko fajnie, tylko że nie każdy jest stanie zrobić z siebie faceta z topu takiego 9/10 co najmniej. I zostaje liczenia na cud, bo żadna dziewczyna nie spojrzy na średniaka. Dziewczyny nie muszą się starać, bo po co, skoro mają zatrzęsienie chętnych. A facet? Nie każdy ma czas i ochotę, żeby zmieniać całe swoje życie pod jakąś konkretną laskę. A i tak potem się pewnie usłyszy, że znalazła sobie kogoś lepszego 🙂 Więc albo wyglądasz jak grecki bóg z milionami na koncie, albo o związku, czy seksie możesz zapomnieć… Ciężkie czasy dla facetów.
Dziewczyny nie muszą się starać, bo po co, skoro mają zatrzęsienie chętnych. A facet? Nie każdy ma czas i ochotę, żeby zmieniać całe swoje życie pod jakąś konkretną laskę.
To prawda, social media zniszczyły rynek, Tinder go zniszczył, simpy również. To prawda – laski mają od zatrzęsienia chętnych. Ale dwie sprawy.
Często Ci chętni to nie są goście, które one w ogóle rozważają jako „opcje”. To szum, śmietnik – morze simpów. Też mi się zdarzy że napisze do mnie laska na instagramie – która jest właśnie takim szumem. To nawet nie jest opcja.
Dwa – albo nad tym płaczesz i tracisz energię, albo deal with it. Możesz albo odpuścić laski całkowicie (nie jest to dobre dla Twojego zdrowia) – albo możesz lecieć nad wyścigiem. Robisz się na najlepszą wersję siebie, idziesz w looksmax, samorozwój, stawiasz siebie na piedestale i tworzysz sobie pipeline dziewczyn – podchodzisz regularnie, na dokładkę wrzucasz tindera w tle, instagrama ewentualnie czy jakieś portale gdzie czasami coś „spłynie”. Jednak klucz -> stajesz się playerem na żywo, często się socjalizujesz, podchodzisz, tworzysz opcje. To trudne – ale po czasie te opcje będą i potem pozostaje tylko pytanie co z tym chcesz zrobić – bierzesz jedną do związku, czy korzystasz z takiego życia.
Więc albo wyglądasz jak grecki bóg z milionami na koncie, albo o związku, czy seksie możesz zapomnieć…
Przesadzone i zakłamane uproszczenie. To tak nie działa. Nie musisz być greckim bogiem z milionami na koncie, żeby mieć związek czy seks. Większość gości nimi nie jest, co mają seks czy związek. Chodzi o to żeby być jak najwyżej na swoje możliwości, bo im wyżej jesteś – tym więcej opcji. Ponieważ problemem nie jest mieć „jakikolwiek” seks czy związek -> tylko taki jak chcesz, z dziewczynami, które Ty wybierasz bo Ci pasują. To już wyższa szkoła jazdy.
No, nie, jest to problem, żeby mieć związek. Jestem przeciętnym facetem po 30stce. Nigdy nie byłem w związku. Całe życie dziewczyny traktują mnie jak powietrze w najlepszym wypadku. Mówią, że nie spełniam wymagań, nie mam nic czym bym mógł je zaciekawić, itp. Portale randkowe nic nie dały, szybkie randki też nic, itp. Nic nie działa.
W ogóle moim zdaniem przeciętny facet w tych czasem nie może celować w ładne dziewczyny, takie które mu się podobają, bo to strata czasu, za wysoka poprzeczka. Taki facet powinien próbować poznać dziewczynę, która mu się nie podoba, jest brzydka. Bo takie dziewczyny będą celować właśnie w przeciętnych facetów.
Daro
1 miesiąc temu
Hipergamia jest wymysłem środowiska redpill i dotyczy portali randkowych. W normalnym świecie nie występuje. Ludzie się łączą na podobnym stopniu atrakcyjności fizycznej i statusu społecznego. Jakiekolwiek absurdalne wymagania kobiet wobec mężczyzn i niskie lub żadne wymagania mężczyzn to problem rynkowy, związany z nadmiarem lub brakiem opcji do wyboru a nie tyle jakiejś propagandy czy inżynierii społecznej, choć na pewno jakiś tam wpływ jest.
Niestety to nie jest problem tylko portali randkowych. Na szybkich randkach, czy eventach dla singli jest tak samo… 80% mężczyzn, którzy na nie chodzą, może od razu iść do domu, bo nic nie zdziałają. W innych miejscach też to obserwuję…
Naucz się podrywać dziewczyny – na ulicy – w galerii, na zajęciach – gdziekolwiek jesteś!
Ponad 200 stron wiedzy na temat poprawy Twojej wartości na rynku seksualnym oraz poznawania kobiet niezależnie od miejsca. Podnieś swoją skuteczność nawet o połowę!
Takie artykuły czyta się fajnie, do momentu jak się sobie nie uświadomi że nie
każdy facet może sobie wybierać i mieć „wymagania” i co gorsza prawdopodobnie
jest się właśnie takim facetem. Everybody is gangsta until…
Tak, cały szkopuł polega na tym, żeby stać się gościem, który ma duży wybór. I to jest bardzo trudne zadanie. Ja do tego namawiam, bo zawsze staram się pozycjonować w życiu na pozycję siły, a nie pozycję człowieka „zdesperowanego” – czy jak kto woli człowieka z małą liczbą opcji. To się tyczy pracy, związków i praktycznie każdej dziedziny życia. Przewagę w negocjacjach ma ten, któremu mniej zależy. Wiem, że to brzmi dla niektórych źle, ale takie są fakty. To się wszystko rządzi swoimi prawami.
Nie trzeba być Bradem Pittem, żeby mieć duże wzięcie, ale na pewno trzeba się wyróżniać na tle otoczenia.
Inaczej śpiewasz jak masz ograniczony wybór, a inaczej jak masz duży. Mam tego świadomość – wedle zasady głodny sytego nie zrozumie.
No i tutaj leży problem. Ty już to wszystko osiągnąłeś, nie wiem czy są tu teksty o tym. A mnie niestety tego rodzaju wpisy wprawiają w depresję i poczucie itsover. Bo tak, jestem parę latek starszy od Ciebie. Ja wiem, a przynajmniej głęboko wierzę, że to co tu piszesz nie ma na celu wgniatać w ziemię słabszych jednostek.
Śmiało poruszasz się między PUA i redpillem i zależnie od tego na który biegun przechodzisz napawa to nadzieją albo rezygnacją.
Wyróżniać się można na wiele sposobów, a kasa(dobra materialne?)+wygląd to coś, co jest chyba łatwe do osiągnięcia (szczególnie to pierwsze, niemniej robię wielkie oczy jak słyszę o średnich zarobkach rzędu 8k)
Ja bym to skwitował wszystko tak: wygląd i status są ważne, ale nie najważniejsze, to elementy składowe całego obrazu Twojej osoby.
Jest wielu mężczyzn, którzy dobrze wyglądają, są porobieni po siłowni, mają spoko zarobki, a liczba kobiet w ich życiu nadal wynosi okrągłe zero.
A niektórzy mężczyźni wszystko co mają, to paczkę fajek w kieszeni – i oni obracają fajne laski.
Dlaczego tak jest? Ponieważ to nie działa tak, że sam wygląd i status sprawiają, że kobiety pukają do Twoich drzwi.
Musisz jeszcze wyjść i zacząć je poznawać, mieć jakąś grę. Umięśniony chłop, który jest desperatem i needy w relacjach z kobietami, nie będzie ich że tak powiem kolokwialnie dymał. Ponieważ będzie miał właśnie te cechy, które sprawiają, że nawet jak przyciągnie wyglądem, to bardzo szybko odsunie od siebie kobietę swoim zachowaniem. Kobiety nie lubią desperatów i needy gości – nawet jeśli Ci świetnie wyglądają. To po prostu przestaje mieć znaczenie, jest jak przełącznik światła – on / off. Wiem bo to przerobiłem. Tak szybko jak możesz zrobić zajebiste pierwsze wrażenie swoim wyglądem, tak szybko możesz stracić całe zainteresowanie, bo będziesz needy.
Tak, jest łatwiej. Jeśli dobrze wyglądasz i masz kasę, prezencję – oczywiście że jest łatwiej. Ale to jeszcze nie wszystko.
Charakter, pewność siebie, odwaga, social skille – to kolejne elementy składowe, które również warto mieć.
Procent mężczyzn, którzy są ambitni i którym się chce to wszystko szlifować, jest bardzo znikomy. Większość ludzi to lenie, którzy idą do roboty, wracają i odpalają sobie browara i na tym kończy się ich życie. I to jest dobra wiadomość, bo tutaj jest szansa dla tych najbardziej wytrwałych, którym się chce i którzy się nie poddają.
Wierzę że tak jest, bo sam to przerobiłem na własnej skórze i wiem, że ta wędrówka jest tego warta, chociaż jest to trudna droga.
Wygląd – tutaj najtrudniej jest z sylwetką, bo to praca dla wytrwałych. Efekty pojawią się dopiero po dłuższym czasie. Resztę można ogarnąć w miarę szybko. Odpowiedni styl, fryzura, jakiś przeszczep włosów czy blokada wypadania finasterydem. Mankamenty ewentualne na twarzy – np. wolumetria, to też jest szybki temat.
Zarobki – tutaj kilka jest dróg. Albo własna działalność jak masz jakiś fach w ręku i znasz się na czymś, albo powinieneś stać się specjalistą w jakiejś dziedzinie, a to też wymaga czasu. Najlepiej wybrać jakiś kierunek gdzie jest możliwość rozwoju i awansu wyżej, a nie coś w stylu – stanie na taśmie i składanie długopisów, bo tutaj perspektywy na większe $$ są żadne. To tylko jako chwilowa robota jest ok.
Postaram się więcej materiałów tworzyć właśnie na temat samego „expienia” i poprawiania zarobków, statusu czy wyglądu.
O, w sumie mam podobnie co kolega @Andy.
A czy w Twoim słowniku życiowym @David Durden występują takie słowa jak nie umiem/nie mogę/nie jestem w stanie?
Dla mnie dziś raczej nie ma już czegoś takiego jak „nie da się” / „niemożliwe”. Za każdym razem jak wydawało mi się, że się nie da, to potem udowadniałem sobie, że jednak się da – wedle zasady jak nie drzwiami, to oknem.
Uważam, że można nauczyć się wszystkiego, stosując zasadę m.in. 10 tysięcy godzin. Stosowałem to wielokrotnie i w wielu dziedzinach – w dbaniu o siebie i wygląd, w branży IT, w muzyce. Za każdym razem jest to samo. Przepisem na sukces okazuje się tutaj systematyczność w działaniu, poświęcenie ogromu czasu na daną rzecz i trochę szczęścia (aczkolwiek uważam, że jak jesteś w czymś dobry, to szczęścia już aż tak nie potrzebujesz, bo za którymś razem się uda – co nie zmienia faktu, że zawsze szczęście może trochę przyspieszyć proces).
Ważne żeby przeprogramować swój mózg na akcję i działanie – z overthinkingu, bo koniec końców tylko to się liczy.
Generalnie postaram się pisać więcej tekstów na temat pragmatycznych rozwiązań w życiu, a więc jak zdobywać pozycję i cechy, które podnoszą SMV. Feedback od czytelników zawsze jest w cenie, więc myślę, że takie praktyczne rady na temat wyglądu, pozycji, zarabiania, też tutaj będą cenne.
Ale krótko podsumowując SMV – ja staram się patrzeć na siebie jak na postać z gry komputerowej. Zastanawiam się co mogę zrobić, żeby ulepszyć postać – tak jak w menu gry, gdzie rozdajesz zdobyte punkty umiejętności. Zastanawiam się czy coś jest dla mnie dobre i mi pomoże, a gdy stwierdzam że tak – to po prostu to robię.
Chcę lepszego social skilla? Wychodzę do ludzi i poznaję kobiety. Na początku miałem tutaj lvl 0 (a właściwie w gimnazjum to chyba na minusie byłem, bo byłem niezwykle przyjebanym dzieciakiem, który zawsze bał się odezwać czy zgłosić na lekcji). Ale już dziś oceniłbym się tutaj gdzieś na powiedzmy lvl 80 na 100. Ponieważ przez lata praktykowania, udało mi się wyrobić tę umiejętność i dziś small talk jest dla mnie niczym wymagającym.
Chcę lepszej sylwetki? No to szybko kalkuluję – wchodzę na masę, kupuję niezbędne produkty, ustalam ile w tygodniu chodzę na siłownię. Jak widzę lekką stagnację – staram się zmieniać trening, szukam innych rozwiązań. Sylwetka mega mi pomaga, ponieważ regularnie dostaję komplementy od kobiet na ulicy, a ostatnio nawet jedna Niemka, którą poznałem w Katowicach – po prostu mnie zaczęła dotykać po klacie minutę po podejściu, mówiąc, że jest świetna i docenia, bo sama dużo ćwiczy. To mi daje informację zwrotną na zasadzie – to co robię działa, robić swoje, pakować dalej punkty w tym kierunku.
I tak na każdym polu. Nie jesteśmy tutaj na długo, życie szybko leci, więc motywuje mnie to żeby działać i nie marnować czasu. Polecam zobaczyć Fight Club i nastawienie Tylera na zasadzie „uświadom sobie bez lęku, bez bólu, że pewnego dnia umrzesz. Do póki tego nie wiesz – jesteś bezużyteczny”. I gdy tylko chcę coś zrobić, ale pojawia się uczucie strachu, natychmiast przypominam sobie ten mindset i działam wbrew strachowi, po prostu robię co do mnie należy w danej chwili.
To wszystko po części zawarłem też w książce Alpha Male, której nie mogę skończyć od długiego czasu.
Dawno nie miałem okazji przeczytać tak interesującego wpisu. Niemniej jednak zauważyłem kilka podstawowych nieścisłości, które trudno pominąć, choć jednocześnie liczę na to, że autor będzie w stanie sprostować moje wątpliwości.
Zastanawia mnie, jak to możliwe, że – zgodnie z przytoczoną tezą – mając pieniądze i atrakcyjny wygląd, można sprawić, by kobiety „ustawiały się w kolejce” na zawołanie?
Oczywiście, załóżmy, że jestem osobą o ponadprzeciętnej prezencji, wpisującą się w kanony piękna wyznawane przez większość kobiet, i one faktycznie dostrzegają tę atrakcyjność. Jednak – i tu pojawia się zasadnicza kwestia – skąd te kobiety miałyby wiedzieć, jakie osiągam dochody?
Nie oszukujmy się, wielu mężczyzn celowo afiszuje się swoimi, czasem wręcz wyolbrzymionymi, zarobkami, by przyciągnąć zainteresowanie płci przeciwnej. To działa na zasadzie prostej kalkulacji: skoro ktoś zarabia dziesięć tysięcy miesięcznie i wygląda atrakcyjnie, niektóre kobiety uznają, że warto spróbować wejść w taką relację.
Szczerze mówiąc, mam 176 cm wzrostu, zarabiam więcej niż przeciętna osoba, a mój majątek – odziedziczony w spadku – wynosi około półtora miliona złotych. Mam także solidne oszczędności oraz inwestycje w kryptowaluty. Dlaczego więc wokół mnie nie kręci się tłum kobiet? – Nie chwalę się, poza tym i tak mnie nikt tutaj nie zna, więc mogę przytoczyć ową informację, gdyby ktoś miał jakieś wątpliwości, co do dyskusji.
Odpowiedź jest dość prosta: nie rozpowiadam wszem i wobec o swoich finansach ani o tym, jak mi się wiedzie. Mam partnerkę, którą kocham, i uważam się za mężczyznę zadbanego, dobrze wyglądającego, lecz – co istotne – żyję w sposób dyskretny, z dala od całego tego wyścigu, który obserwuję na portalach społecznościowych.
Nie publikuję zdjęć z wakacji, nie chwalę się swoim stylem życia, bo nie widzę w tym sensu.
Podsumowując, muszę przyznać, że autor ma sporo racji – współczesnym kobietom wyrządzono niemałą krzywdę. Młode dziewczyny, często wywodzące się z przeciętnych środowisk, bez większych aspiracji intelektualnych i z wyglądem niespecjalnie wyróżniającym je spośród rówieśniczek, stawiają sobie wymagania, jakby były ideałem urody i intelektu.
Ostatecznie kluczem jest umiejętność znalezienia równowagi. Jeśli mężczyzna obnosi się ze swoimi zarobkami i sukcesami na prawo i lewo – nie mówię tu personalnie o autorze, ale generalizując – to nie powinien być zaskoczony, że przyciąga osoby zainteresowane głównie jego majątkiem.
Sztuką jest więc nie tylko dążenie do sukcesu, ale również mądrość w tym, jak się go prezentuje światu.
Wszystko fajnie, tylko że nie każdy jest stanie zrobić z siebie faceta z topu takiego 9/10 co najmniej. I zostaje liczenia na cud, bo żadna dziewczyna nie spojrzy na średniaka. Dziewczyny nie muszą się starać, bo po co, skoro mają zatrzęsienie chętnych. A facet? Nie każdy ma czas i ochotę, żeby zmieniać całe swoje życie pod jakąś konkretną laskę. A i tak potem się pewnie usłyszy, że znalazła sobie kogoś lepszego 🙂 Więc albo wyglądasz jak grecki bóg z milionami na koncie, albo o związku, czy seksie możesz zapomnieć… Ciężkie czasy dla facetów.
To prawda, social media zniszczyły rynek, Tinder go zniszczył, simpy również. To prawda – laski mają od zatrzęsienia chętnych. Ale dwie sprawy.
Często Ci chętni to nie są goście, które one w ogóle rozważają jako „opcje”. To szum, śmietnik – morze simpów. Też mi się zdarzy że napisze do mnie laska na instagramie – która jest właśnie takim szumem. To nawet nie jest opcja.
Dwa – albo nad tym płaczesz i tracisz energię, albo deal with it. Możesz albo odpuścić laski całkowicie (nie jest to dobre dla Twojego zdrowia) – albo możesz lecieć nad wyścigiem. Robisz się na najlepszą wersję siebie, idziesz w looksmax, samorozwój, stawiasz siebie na piedestale i tworzysz sobie pipeline dziewczyn – podchodzisz regularnie, na dokładkę wrzucasz tindera w tle, instagrama ewentualnie czy jakieś portale gdzie czasami coś „spłynie”. Jednak klucz -> stajesz się playerem na żywo, często się socjalizujesz, podchodzisz, tworzysz opcje. To trudne – ale po czasie te opcje będą i potem pozostaje tylko pytanie co z tym chcesz zrobić – bierzesz jedną do związku, czy korzystasz z takiego życia.
Przesadzone i zakłamane uproszczenie. To tak nie działa. Nie musisz być greckim bogiem z milionami na koncie, żeby mieć związek czy seks. Większość gości nimi nie jest, co mają seks czy związek. Chodzi o to żeby być jak najwyżej na swoje możliwości, bo im wyżej jesteś – tym więcej opcji. Ponieważ problemem nie jest mieć „jakikolwiek” seks czy związek -> tylko taki jak chcesz, z dziewczynami, które Ty wybierasz bo Ci pasują. To już wyższa szkoła jazdy.
No, nie, jest to problem, żeby mieć związek. Jestem przeciętnym facetem po 30stce. Nigdy nie byłem w związku. Całe życie dziewczyny traktują mnie jak powietrze w najlepszym wypadku. Mówią, że nie spełniam wymagań, nie mam nic czym bym mógł je zaciekawić, itp. Portale randkowe nic nie dały, szybkie randki też nic, itp. Nic nie działa.
W ogóle moim zdaniem przeciętny facet w tych czasem nie może celować w ładne dziewczyny, takie które mu się podobają, bo to strata czasu, za wysoka poprzeczka. Taki facet powinien próbować poznać dziewczynę, która mu się nie podoba, jest brzydka. Bo takie dziewczyny będą celować właśnie w przeciętnych facetów.
Hipergamia jest wymysłem środowiska redpill i dotyczy portali randkowych. W normalnym świecie nie występuje. Ludzie się łączą na podobnym stopniu atrakcyjności fizycznej i statusu społecznego. Jakiekolwiek absurdalne wymagania kobiet wobec mężczyzn i niskie lub żadne wymagania mężczyzn to problem rynkowy, związany z nadmiarem lub brakiem opcji do wyboru a nie tyle jakiejś propagandy czy inżynierii społecznej, choć na pewno jakiś tam wpływ jest.
Niestety to nie jest problem tylko portali randkowych. Na szybkich randkach, czy eventach dla singli jest tak samo… 80% mężczyzn, którzy na nie chodzą, może od razu iść do domu, bo nic nie zdziałają. W innych miejscach też to obserwuję…